piątek, 29 listopada 2013

Rozdział 4

Przeczytać notkę pod rozdziałem !!!

Karmen
Mocniej zacisnęłam swoje powieki czując jak promienie światła próbują dotrzeć do moich gałek ocznych. Czułam lekki ból w głowie, ale nie było aż tak źle.
Westchnęłam cicho i powoli zaczęłam otwierać swoje oczy. Wstając z łóżka zauważyłam, iż to nie jest mój pokój. 
Z wspomnień z wczorajszej imprezy pamiętam tylko jak wracaliśmy taksówką. W czasie jazdy zasnęłam i nie mam pojęcia czy obecnie znajduję się w domu Juli, czy któregoś z chłopaków. 
Po cichu wyszłam z pomieszczenia zamykając za sobą drzwi. Przed moimi oczami ukazał się salon, w którym, znajdowały się dwie kanapy, mały stolik do kawy, półki z książkami, szafki oraz duży telewizor. Dosyć ciemne wnętrze oświetlały przestronne oka. Wystrój bardzo mi się podobał. Było miło i przytulnie. Jak w takim typowym babcinym domu. 
Zauważyłam, że na sofach ktoś śpi. Po chwili usłyszałam ciche chrząkanie się po kuchni, która była połączona z salonem. 
- Hej - powiedziałam przygłuszonym głosem, ale Juli na szczęście usłyszała
- Hej, jak się spało? - zapytała wyjmując z lodówki różne produkty
- Całkiem dobrze - uśmiechnęłam się do dziewczyny, a ona od razu to odwzajemniła
- Możesz mi pomóc robić śniadanie, bo jak te głodomory wstaną to nie będzie zmiłuj się - na jej słowa cicho się zaśmiałam i po chwili razem z brunetką zaczęłyśmy przygotowywać różne smakołyki
- Słyszałam od Zayn'a, że pochodzisz z Meksyku - zaczęła Juli myjąc pomidory
- Tak, ale naprawdę nie wiele pamiętam ze swojego dzieciństwa w tym mieście - odparłam - Mój tato ma pracę, która wymaga od niego ciągłych wyjazdów. Nie przyzwyczajam się zbytnio do mojego otoczenia
Dziewczyna uśmiechnęła się do mnie jakby chciała mnie wesprzeć czy coś. Przyznam się szczerze, że od wczorajszego wieczoru bardzo ją polubiłam. Na początku wydawała się taka skryta, niedostępna. Teraz jak na to patrzę to widzę w niej coś wyjątkowego. Sam jej uśmiech pozwala mi wierzyć, że nie jest kolejną pustą panienką, która będzie chciała się ze mną przyjaźnić tylko ze względu na kasę. 
Czas pokaże co wyniknie z tej znajomości.
- A co to za pyszności? - nagle w pokoju zjawił się Niall ubrany tylko w bokserki
Ok. Uznam, że to normalne.
- Możesz obudzić resztę, bo właśnie skończyłyśmy - westchnęła brunetka wyciągając z szafki talerze
Po chwili już chłopaka nie było. Jednak kilka minut później wrócił wraz z trojką swoich przyjaciół ubranych w to samo co blondyn.
Na litość boską. Sama mam tylko na sobie jakiś za duży t-shirt i krótkie spodenki, ale mogli by chociaż ubrać spodnie. Czuję się trochę nieswojo...
- Zayn wstawaj, śniadanie - wydarł się Louis, który przeszedł koło mnie i rozsunął szufladę wyciągając z niej noże i widelce - Chodź Karmen
Uśmiechnęła się do niego, po czym ruszyłam za brunetem do stołu.
Po chwili ujrzałam jak Mulat powoli wstaje z kanapy i udaje się w naszym kierunku.
- Dzień dobry - powiedział zachrypniętym głosem
- Siadaj i jedz - odparła pośpiesznie Juli
Widać było, że nikt z nas nie miał zbytnio siły poruszać jakiegokolwiek tematu. Wszyscy jedliśmy w ciszy relaksując się przyjemnym powietrzem docierającym do nas z otwartego okna.
Gdy już skończyłam swoją porcję pomogłam Juliet w myciu naczyń.
- Będę się zbierać - poinformowałam brunetkę
- Jak chcesz to możesz jeszcze zostać, nie robi mi to problemu - uśmiechnęła się do mnie
- Tak, ale rodzice się pewnie o mnie martwią - skłamałam, nigdy jakoś specjalnie nie interesują się tym co robię i z kim robię - Ubiorę się tylko
- Jasne - westchnęła wycierając ręce w ścierkę - Jak chcesz możesz skorzystać z łazienki
- Nie, dziękuję. Zrobię to już w domu
Ruszyłam w stronę pokoju, w którym się obudziłam. Po chłopakach jakby ślad zaginął.
Zdjęłam to co miałam na sobie i ubrałam wczorajsze ciuchy. Założyłam jeszcze buty, chwyciłam za swoją torebeczkę i wyszłam z pomieszczenia.
Na kanapie siedział Harry i Louis.
- Idziesz już? - spytał Tomlinson odrywając się od ekranu telewizora
- No, muszę - odpowiedziałam mu poprawiając swoje włosy
- Liam cię odwiezie - poinformował brunet - Liam! - krzyknął na co ja i Harry lekko się skrzywiliśmy
Po chwili ujrzałam Payne, który na szczęście był ubrany.
- Co jest? - spytał wpatrując się w chłopaków
- Trzeba odwieźć Karmen - zakomunikował Styles
- Okej - odparł, po czym spojrzał na mnie - Chodź
Podążyłam za nim na korytarz i czekałam, aż chłopak założy buty. Ze stolika wziął jeszcze kluczyki i otworzył drzwi przepuszczając mnie. Podziękowałam mu i podążyłam do czarnego Jaguara.
- Twój? - spytałam wskazując na auto
- Nie, Nialla - uśmiechnął się do mnie otwierając mi drzwiczki od strony pasażera
Oh. Prawdziwy z niego dżentelmen.
Kilka sekund później chłopak zasiadł za kierownicą i ruszył na ulicę. Jechał dosyć spokojnie, ale w miarę szybko.
- Zapomniałem zapytać gdzie mieszkasz? - zaśmiał się z siebie Liam, a ja do niego dołączyłam
- Na Victoria Street - odpowiedziałam mu
- Bogata dzielnia - skomentował chłopak
- Mi tam nie przeszkadza - powiedziałam, na co Payne uśmiechnął się do mnie
- A, wiec - zaczął brunet zatrzymując się na czerwonym świetle - Karmen...
- Tak? - spojrzałam na niego z zaciekawieniem
- Jesteś jedynaczką?
- Mhm - odpowiedziałam krótko
- Ja mam dwie siostry - odparł  i po chwili ruszył, ponieważ zapaliło się zielone światło - Starsze
- Zawsze chciałam mieć starszą siostrę - oparłam się o szybę nadal patrząc w stronę chłopaka.
- Nie wiem co w tym fajnego - zaśmiał się Liam
- Jak to nie wiesz? - westchnęłam jakby urażona - Starsza siostra to jak najlepsza przyjaciółka, która mimo wszystko zawsze będzie obok ciebie i wspiera cię niezależnie od wszystkiego - odparłam
- Jakoś tego nie czuję - popatrzył na mnie swoimi ciemno brązowymi oczami
- No tak, faceci nie mają uczuć - stwierdziłam ponownie opierając się o szybę
Payne zerknął na mnie morderczym wzrokiem.
- Wypraszam sobie - westchnął chłopak - Płaczę jak oglądam 'Titanic' - powiedział prawie szeptem, a ja wybuchłam śmiechem - Tak, tak śmiej się teraz ze mnie.
- Przepraszam - jęknęłam
Chwilę potem widziałam już tabliczkę z nazwą ulicy, na której mieszkam.
- Jesteśmy - poinformował mnie chłopak, parkując na rogu
- Dziękuję - wysiadłam z auta i pomachałam mu ręką na pożegnanie
- Widzimy się jutro w szkole - uśmiechnął się do mnie, po czym odjechał
Zaczęłam iść chodnikiem prosto do wieżowca, w którym mieszkam. Poczułam jak delikatne kropelki deszczu spadają na moje ramiona. Postanowiłam przyśpieszyć tempo mojego chodu. Minutę później otwierałam już drzwi wejściowe do budynku. Ruszyłam w stronę windy. Nacisnęłam srebrny przycisk i czekałam, aż urządzenie pojawi się na parterze. W końcu metalowe drzwi się rozsunęły, a ja wsiadłam, po czym wcisnęłam guziczek z cyfrą siedem.
Wysiadając z windy poczułam przyjemy zapach jakiś słodkości. Szybko weszłam do mieszkania i zdjęłam swoje buty. Podreptałam do kuchni i ujrzałam panią Nelson. Jest to nasza gosposia. Nie znam ją za dobrze, ale wydaję się być naprawdę sympatyczna.
- Dzień dobry - zwróciłam na siebie uwagę kobiety
- Ah dzień dobry skarbie - przywitała się ze mną - Chcesz może ciasteczko?
- Jasne - wyciągnęłam rękę do talerza ze smakołykami i chwyciłam za herbatnika - Która to godzina?
- W pół do piątej - odparła zerkając na zegarek, który miała na lewym nadgarstku
- Mamy i Taty nie ma? - spytałam kończąc ciastko
- Twój ojciec wyjechał do Bristolu i będzie tam do wtorku. Pani Olivia natomiast jest do późna w swoim biurze
- Jak zwykle - szepnęłam do siebie - Idę wziąć prysznic
- To ja już pójdę do domu - poinformowała mnie kobieta - Miłego dnia Karmelito
- Nawzajem - uśmiechnęłam się do niej
Podążyłam do swojej sypialni. Z szafy wyjęłam czarne leginsy, oraz biały t-shirt. Otworzyłam jedne z drzwi wewnątrz mojego pokoju i ujrzałam łazienkę. Zdjęłam z siebie sukienkę oraz bieliznę i szybko weszłam pod prysznic odkręcając wodę. Powoli rozluźniałam się czując jak przyjemnie ciepła ciecz spływa po moim nagim ciele.
Niechętnie wyszłam z kabiny prysznicowej, i zawinęłam w około swojego ciała miękki biały ręcznik, natomiast trochę mniejszego ułożyłam w turban zaciskając w nim swoje blond włosy. Podeszłam jeszcze do sypialni wyciągając z szuflady stanik i majtki. Wróciłam do łazienki i dokładnie osuszyłam swoje ciało. Założyłam na siebie bieliznę i wcześniej wybrane ubrania, a mokre ręczniki powiesiłam na suszarce.
Zmęczona wczorajszym dniem opadłam na łóżko. Nie wiem dlaczego, ale chciałabym wrócić do tamtej imprezy. Brakuję mi ludzi w około siebie. Przyjaciół, którzy byli by przy mnie zawsze. Brakuję mi takiej starszej siostry, o której mówiłam wcześniej Liam'owi.

Louis
Nienawidzę wstawać wcześnie rano. Jest to najgorsza rzecz jaka spotkała mnie na tym świecie. No bo wyobraźcie to sobie. Leżycie w cieplusieńkim łóżeczku. Własnym, miękkim łóżeczku. Śnicie sobie o tym czego najbardziej pragniecie. Wasze wyobraźnie sprawia, że czujecie się spełnionymi. Nagle, ten błogi sen przerywa denerwujący dźwięk budzika, albo głośny krzyk waszej mamy. Niechętnie musicie zapomnieć o tym wszystkim i wstać. A jak już to robicie to czujecie jakby z waszych ciał zabrano wszelkie ciepło. Na myśl o tym chce mi się rzucić tą szkołę i gnić długimi popołudniami w moim łóżeczku.
- Panie Tomlinson, skupi się pan w końcu na lekcji? - skarcił mnie nauczyciel 
Otrząsnąłem się i przetarłem zaspane oczy
- Jasne, przepraszam - odparłem po chwili znowu kładąc się głową na ławce
- Coś chyba miałeś długą noc stary - szturchnął mnie Liam, a ja lekko podniosłem się i zerknąłem na mojego przyjaciela
- Nawet mnie nie denerwuj - burknąłem - Daisy i Phoebe cały czas coś ode mnie chciały. Zwariować można
Liam krótko się zaśmiał, po czym wrócił do robienia notatki. 
Na szczęście kilka minut później zadzwonił dzwonek i wstałem z krzesła pakując swoje książki do czarnego plecaka z Nike. 
- Głodna jestem - stwierdziła Karmen, która stała trzymając swoje dłonie na brzuchu
- Ja też - poparł dziewczynę Malik, po czym objął ją ramieniem - Idziemy się nawpierdalać 
Brunetka głośno się zaśmiała, a po chwili cała nasza czwórka wyszła z klasy i ruszyliśmy do szafek. 
Jako, że dzisiejszego dnia mieliśmy tylko trzy lekcje z racji tego iż jest jakaś rada pedagogiczna czy inne gówno mogliśmy już wracać do domu. Oparłem głowę o szafkę i zamknąłem swoje oczy.
- Umieram - westchnąłem
- Dasz radę Tomlinson - pocieszył mnie Zayn - Jutro już piątek 
Uniosłem w górę swoje powieki i uśmiechnąłem się leniwie na samą myśl o tym co nas czeka w ten weekend. 
Moje myśli zostały przerwane przez długo nogą brunetkę, która dumnie kroczyła korytarzem. Nie wyglądała mi na uczennice. Raczej na jakąś nauczycielkę, ale wcześniej jej tu nigdy nie widziałem.
- Miley Taylor. To ta nowa korepetytorka - odparł Liam, jakby czytał w moich myślach - Ponoć ukończyła jakieś tam studia, ale robi jakiegoś magistra czy chuj wie co. Od tego roku będzie przychodzić tu raz w tygodniu wykładać jakieś gówno z ekonomi - wytłumaczył nam
- Ile może mieć lat? - spytałem z ciekawości
- Chyba dwadzieścia cztery, albo dwadzieścia pięć - westchnął Payne - A co, chcesz umówić się na osobne konsultacje z panną Taylor?
Na słowa bruneta Mlik z Karmen zaśmiali się cicho.
- Nie potrzebuję żadnych konsultacji - uśmiechnąłem się do nich złośliwie - Mieliśmy iść coś zjeść
- Właśnie - jęknęła Rodriges
Gdy przechodziliśmy kolo owej kobiety, spoglądnąłem na nią i na ułamek sekundy spotkałem się z nią wzrokiem. Widziałem jak uśmiecha się do siebie.
Kurwa. Nie wiem czemu, ale zrobiło mi się jakoś sucho w gardle. Jest nieziemsko kobieca. 

Liam
Jak każdego roku, pod koniec września jest organizowany festyn z okazji pożegnania lata. Wiecie, darmowe żarcie, jakieś koncerty. Ogólnie cały weekend wrażeń. Jako, że Juliet uparła się, aby pójść do wesołego miasteczka musieliśmy skłonić się do tego pomysłu. 
Nie rozumiem co dziewczyny widzą w tych wszystkich uroczych rzeczach. Co z tego, że wygram dla niej misia rzucając w jakieś debilne puszki. Albo koło młyńskie. Chyba każda laska marzy o pocałunku z tym jedynym w jakimś obleśnym wagoniku. No ja pierdole, co w tym fajnego ? Szczerze mówiąc wolę sprawić przyjemność sobie i dziewczynie, dlatego stawiam na zwykły sex. Bez żadnych pierdu pierdu, gównianych kwiatków czy chodzeniem właśnie do cholernego wesołego miasteczka. 
Razem z naszą szóstką poszła również Karmen. 
Powiem, że nawet przywiązałem się w jakiś sposób do Rodriges. Jest całkiem zabawna i ma luźne podejście do wszystkiego. Juli też jest z tego powodu szczęśliwa. W końcu ma kogoś z kim może poplotkować na temat chłopaków. Oczywiście nie przeszkadzało mi to jak Juliet przychodziła do nas z jakąś radą czy z dylematem. Zawsze mogła i zawsze będzie mogła na mnie liczyć. Problem w tym, że to ona chyba czuła się nieswojo i lepiej jak ma kogoś swojej płci do wypłakania się czy innych tam pierdół. 
- Idziemy po watę cukrową? - zapytała Karmen 
- Dobry pomysł - przytaknęła jej Juli
Dziewczyny zaczęły kierować się do budki ze słodkościami, a my z chłopakami bacznie je obserwowałyśmy
- Może pójdę po jakieś piwo? - westchnąłem chowając swoje dłonie do tylnych kieszeni spodni - Idzie ktoś ze mną?
- Ja mogę - zgłosił się Niall
Razem z blondynem ruszyliśmy w poszukiwaniu stoiska z alkoholem. Rozmawiałem z nim przez chwilę o szkole i o tym jak nie chce mu się do niej chodzić. Rozumiem go bardzo dobrze. Sam najchętniej uczęszczałbym całymi dniami na imprezy. 
To takie śmieszne, że ludzie w tak krótkim czasie zmienili o mnie zdanie. Od przeciętnego stałem się kimś najbardziej rozpoznawanym w szkole. W sumie to nie przeszkadza mi to. Najważniejsze, że mam ich. Moich przyjaciół.
- Liam - usłyszałem jakiś damski głos za sobą i odwracając się ujrzałem Kelly - blondynkę, którą spotkałem w super markecie
- O hej - przywitałem się z dziewczyną, po czym spojrzałem na zagubionego Horan - Kelly to jest mój kumpel Niall, Niall to jest Kelly.
- Oh no tak, koleżanka tej dziewczyny z którą prawie pobił się Zayn
Na jego słowa dziewczyna zaczęła się śmiać. Znowu ten uroczy śmiech.
- Nie widziałem cię na imprezie, na którą cię zapraszałem - zmieniłem temat
- Byłam. Niestety Veronica źle się poczuła i w sumie wcześniej wróciłyśmy do domu - wytłumaczyła mi
- No nic, w takim razie mam nadzieję, że jeszcze kiedyś się spotkamy - odparłem uśmiechając się do niej
- Ja też mam taką nadzieję.
Patrzyłem przez chwilę na Kelly i ujrzałem na jej policzkach prawie niewidoczne piegi.
- Jakby co żyjemy w dwudziestym pierwszym wieku i istnieje coś takiego jak komórka - powiedział złośliwie Niall - wystarczy, że mu podasz swój numer i nie będziecie musieli gdybać, że się spotkacie
Dzięki Horan. Umiesz wyczuć chwilę i jebnąć jakąś swoją mądrością
- Dobry pomysł
Widać było, że dziewczyna lekko się zaczerwieniła, ale po chwili zaczęła podawać mi swój numer.
- To do usłyszenia - westchnąłem 
- Na razie - blondynka pożegnała się z nami i po chwili zniknęła w tłumie ludzi.
- Kretyn - warknąłem
- Ej powinieneś mi dziękować. Gdybym nie ja to byście tu tak stali i gadali o tym jakby to było fajnie, gdybyście znowu na siebie przypadkiem wpadli - odparł Niall wymachując rękami
Popatrzyłem na niego i następnie schowałem swój telefon do kieszeni.
- Dziękuję - zaśmiałem się, a chłopak spojrzał na mnie szczerząc się jak jakiś debil

Juliet
- No szybciej, za chwilę się zacznie- pośpieszałam chłopaków, którzy stali przy jakimś automacie do gier
- Już, już - westchnął Louis
- A tak w sumie to po co idziemy oglądać te fajerwerki? - marudził Liam
- Żebyś się głupio pytał - odparła Karmen wystawiając do bruneta język
Po chwili ten zaczął ją gonić, a ona biegła jak najszybciej mogła w górę górki.
Na koniec festynu zawsze jest pokaz fajerwerków. To maja ulubiona część. Zawsze jak byłam mała przychodziłam tu z całą rodziną. Siadaliśmy sobie na kocyku i cieszyliśmy się ostatnimi znakami lata. Stare dobre czasy.
- Siadamy tutaj? - Niall wskazał na trochę odosobnione miejsce koło jakiś drzew
Wszyscy przytaknęliśmy zgodnie, po czym usłyszeliśmy jak dołączają do nas Payne trzymający Karmen na swoich rękach. Dziewczyna usidła koło mnie, natomiast za nią siedział Zayn przyciskając ją do swojego torsu. 
- Chcesz? - zapytał nagle Harry wręczając mi swoją szarą zapinaną bluzę
- Dzięki - odparła, po czym założyłam na siebie materiał
Czułam jak chłopak obejmuje mnie w pasie. 
Napajałam się widokiem granatowo- purpurowego nieba oraz zapachem płynącym do moich nozdrzy od bluzy Harre'go. Słyszałam jak Liam opowiadał coś o jakiejś dziewczynie, którą spotkał jak był z Niall'em po piwo. Potem Karmen zaczęła ujawniać nam troszeczkę swojej historii. 
Mimo tego, iż docierały do mnie niektóre informacje bardziej skupiona byłam na kędzierzawym chłopaku, który siedział obok mnie. Uśmiechnęłam się sama do siebie na myśl o naszym pocałunku, który zdarzył się całkiem niedawno. Oczywiście od tego czasu miliony razy karciłam samą siebie w myślach za to, że nie odwzajemniłam tego. Możliwe, że Harry uznał to jako jakiś sprzeciw i oznakę, że nie jestem nim zainteresowana. Ale prawda jest taka, że w nikim innym nie byłam taka zakochana. Wcześniej wolałam się do tego nie przyznawać, no bo przecież to nie jest takie proste. Niby każdy kogoś kocha. To przecież taka naturalna sprawa. Ale czy tak naprawdę wiemy co to dokładnie za uczucie. Właśnie w tym największy problem. Miłość przychodzi tak znienacka. Uderza w nas niczym rozpędzony samochód, ale przecież nikt nie wie jak to jest. Dlatego to takie trudne.
- Długo jeszcze będziemy czekać? - spytał Louis
- Zaraz się zacznie, co wy tacy niecierpliwi - westchnęła Karmen
- O coś leci - krzyknął Niall
Rzeczywiście mały pocisk poleciał w górę i po chwili rozbłysł zostawiając po sobie złote światełka. Zaczęliśmy klaskać i cieszyć się jak małe dzieci.
Z czasem na niebie robiło się coraz bardziej kolorowo, a nasz śmiech przytłumiały grzmoty fajerwerków. Ta chwila wydawała mi się jednocześnie tak magiczna i żałosna przez śmiech Niall'a, który chyba rozprzestrzeniał się po całej okolicy. Niestety był też zarażający przez co bardzo bolał mnie brzuch.
Mogę powiedzieć, że ten miesiąc był dla mnie naprawdę szczęśliwy. Kocham w nim absolutnie wszystko.

---------------------------------
Mam do was kilka pytań i proszę abyście odpowiedzieli na nie w komentarzach :)
1. Który z bohaterów przypadł wam najbardziej do gustu?
2. Uważacie, że Juliet pasuje bardziej do Harre'go czy Niall'a?
3. Jakie 4 perspektywy chcielibyście w następnym rozdziale?
Jeżeli macie do mnie jakieś uwagi to pisać śmiało. Od razu przepraszam za tak długi odstęp czasu, ale przypominam, że dodawanie rozdziałów zależy od was. Im szybciej pod tym postem pojawi się 7 komentarzy, tym szybciej doczekacie się 5 rozdziału :)

piątek, 22 listopada 2013

Rozdział 3

Liam
Jutro są urodziny Nialla. Wraz z Zaynem udaliśmy się do supermarketu, aby nakupować najpotrzebniejsze rzeczy na imprezę. Uzgodniliśmy razem, że jutrzejszego dnia zostaniemy u Juli w domu na 'before party' jakąś godzinę, a potem pojedziemy do klubu. Tam właśnie będą czekali nasi znajomi, których miał dziś pozapraszać Louis.
- To wszystko? - spytałem Malika, na co on przecząco pokiwał głową
- Jeszcze jakieś chipsy - odparł biorąc wózek i kierując go do alejki ze słodyczami
Odwróciłem wzrok patrząc na różne półki i szukałem czegoś co możemy kupić.
Nagle usłyszałem mocny trzask. Spojrzałem na Zayn'a, koło którego stała dziewczyna
- Może byś uważał co robisz! - krzyknęła brunetka
- Ja? - wysyczał Malik - To ty we mnie wjechałaś
- Kretyn
- Idiotka - popatrzyła na niego, a ja szybkim krokiem do nich podszedłem
- Ale po co te nerwy - zacząłem uspokajać tą dwójkę
- I co znalazłaś orzeszki? - za rogu wyszła niska blondynka, która dziwnym wzrokiem patrzyła na tą całą sytuację
Szczerze to miałem ochotę wybuchnąć śmiechem. No bo to trochę głupie robić awanturę w sklepie, bo ktoś wjechał w ciebie wózkiem. Najważniejsze, że nikomu nic się nie stało i robimy zakupy dalej. Proste.
- Nie, nie znalazłam, ponieważ niektórzy ludzie nie potrafią jeździć wózkami - zwróciła się do tej blondynki dziewczyna, która wcześniej odbywała bardzo ciekawą rozmowę z Zaynem
- To. Ty. We. Mnie. Wjechałaś. Ile razy mam powtarzać - odparł wyższym głosem mój przyjaciel, a ja już wiedziałem, że jeszcze chwila, a wybuchnie
- Wmawiaj sobie pajacu - westchnęła złośliwie brunetka - Chodź Kelly, nie czuję się bezpiecznie w tym sklepie - dziewczyna odwróciła się i odjechała.
Malik zrobił to samo tylko ruszył w innym kierunku.
Spoglądnąłem na blondynkę, która próbowała sięgnął po orzeszki. Bez zastanawiania się pomogłem jej.
- Dziękuje - uśmiechnęła się do mnie
- Nie ma za co - westchnąłem zaczesując swoje włosy - Przepraszam za kolegę. Potrafi być wybuchowy
Dziewczyna na te słowa głośno się zaśmiała. Dołączyłem do niej słysząc jej śmiech, na co blondynka się zaczerwieniła.
- Muszę iść ochłodzić wulkan - westchnęła, a ja wiedziałem, że chodzi o jej koleżankę
Dziewczyna już odchodziła, jednak ja ją zatrzymałem. Z zaciekawieniem skanowała moją twarz.
- Wiesz, jak nie macie jutro nic w planach to zapraszam na dwudziestą pierwszą do klubu 'Young' na imprezę urodzinową mojego kumpla - zaproponowałem
- Jasne, postaramy się wpaść - odparła zaciskając w ręku puszkę z orzeszkami - W takim razie do zobaczenia
Uśmiechnąłem się i po chwili straciłem ją z pola widzenia.
Westchnąłem pod nosem i chwyciłem z półki trzy paczki chipsów. Ruszyłem w stronę kas. W jednej z nich ujrzałem stojącego w kolejce Malika.
- O jesteś w końcu - odparł Zayn, gdy tylko pojawiłem się koło jego boku
- Weź stary się uspokój - powiedziałem lekko już poirytowany
- Jestem spokojny
- Taa właśnie widzę - westchnąłem spoglądając nie niego - No nie denerwuj się już tak kochanie
Pogłaskałem go po plecach, a jakaś babka przed nami odwróciła się i dziwnym wzrokiem spojrzała na naszą dwójkę.
- Spierdalaj - wysyczał Mulat odsuwając się ode mnie, na co się zaśmiałem

Harry
- Nie przeszkadzam ci? - zapytała Juli wchodząc do salonu
- W sumie to nie, ale mogłabyś mi przynieść jeszcze coś do jedzenia - uśmiechnąłem się do niej podnosząc się lekko z kanapy 
- Potrzebuję pomocy - odparła dziewczyna
- A ja popcornu
Juliet podeszła do mnie i zasłoniła telewizor
- Idziemy sprzątać - zarządziła zaplątując ręce na piersi
Chwyciłem ją za talię i przyciągnąłem do siebie, na co dziewczyna wylądowała na moim torsie. Zacząłem ją gilgotać.
- Harry, przestać - wyrywała mi się - Natychmiast przestań 
Zaśmiałem się słysząc dźwięk rozpaczliwego tonu Juli. Dobrze wiem, jak nie lubi być gilgotana. Postanowiłem przestać. Brunetka starała się przywrócić swoje normalne tętno.
- Możemy sobie tu tak poleżeć - westchnąłem nadal utrzymując dziewczynę nad sobą
- Nie sądzę, że to dobry pomysł - uśmiechnęła się do mnie
Zapadła cisza. Obydwoje wpatrywaliśmy się w swoje oczy. Dopiero teraz zauważyłem jak czekoladowe są jej źrenice. Jest taka piękna.
Przybliżyłem swoją twarz do jej i pocałowałem ją. Dziewczyna chyba była w takim szoku, że nawet nie odwzajemniła pocałunku.
Nagle usłyszeliśmy jak drzwi wejściowe się otwierają. Juli jak poparzona zeszła ze mnie i szybkim krokiem ruszyła na korytarz. Poszedłem więc za nią i zobaczyłem Liam'a z Zaynem.
- Kupiliśmy wszystko o co prosiłaś - zwrócił się do niej Payne
-  Dobra, zanieście zakupy do kuchni
Razem z chłopakami ruszyliśmy do samochodu Malika. Każdy wziął po dwie reklamówki. Położyliśmy je na blacie kuchennym i po chwili ujrzeliśmy Louis'a.
- Ale jestem głodny - stwierdził brunet, po czym zaczął grzebać w torbach
- Louis to na jutro, weź sobie coś z lodówki - upomniała go Juliet
Chłopak obszedł wyspę kuchenną i poszedł w kierunku lodówki wyciągając z niej marchewkę.
- I jak poszło ci zapraszanie? - spytał Liam, na co Lou popatrzył na niego z cwaniackim uśmieszkiem
- Bułka z masłem - stwierdził przegryzając warzywo - A jak wam poszły zakupy?
Payne popatrzył na Mulata i lekko się zaśmiał.
- Oprócz tego, że Zayn prawie by pobił niewinną dziewczynę to całkiem, całkiem - za informował Liam, a każdy swoje spojrzenie z niego przeniósł na Malika
- Niewinna? To ona wjechała we mnie wózkiem - tłumaczył się Mulat - Jeszcze potem zaczęła mnie wyzywać - odparł obrażonym głosem chłopak, na co wszyscy zaczęli się z niego śmiać.
- No dobra, wystarczy - westchnęła Juli - Macie mi pomóc to ogarnąć - wskazała na zakupy
- Tak jest - odparłem szczerząc się do niej i w mgnieniu oka widziałem na jej ustach ten cudowny uśmiech

Niall
Jechałem wraz z Juliet do jej domu. Nie wiem w ogóle po co kazała mi przyjechać, ale tłumaczyła się, że pokaże mi coś ciekawego pod pretekstem, abym się ładnie ubrał. Przyznam się bez bicia, że na słowa dziewczyny pojawiły mi się w głowie podteksty seksualne, ale mniejsza z tym. 
Znajdywaliśmy się tuż pod jej domem. Wszystkie światła były zgaszone, co zapewniało mnie, że jej mamy nie ma. Zgasiłem silnik i wyszedłem z auta. Juliet zrobiła to samo. Mogłem zauważyć, że ma na sobie białą sukienkę, która sięgała jej do połowy ud. Jak zwykle wyglądała ślicznie. Jej niski wzrost dziś był niezauważalny, ponieważ miała brązowe szpilki.
Wraz z uśmiechniętą dziewczyną ruszyliśmy w kierunku drzwi wejściowych. Juliet z małej torebeczki wyciągnęła klucze, po czym jeden z nich przekręciła w zamku i nacisnęła klamkę.
- Niespodzianka! - usłyszałem krzyk moich przyjaciół, a po chwili zauważyłem ich twarze, ponieważ Juli włączyła światło
- Wszystkiego najlepszego - zaśmiała się dziewczyna, która się we mnie wtuliła
Rozglądnąłem się w około siebie i zobaczyłem udekorowany salon. Wszystko wydawało się trochę dziecinne, ale bardzo się cieszyłem, że poświęcili swój czas na przygotowanie czegoś takiego.
Po tym jak każdy złożył mi życzenia urodzinowe zaczęliśmy pić.

- A pamiętacie, jak Louis powiedział, że wejdzie na drzewo i będzie udawał leniwca - zaczął opowiadać Harry - Po czym gałąź się zjebała, a ten spadł na plecy
Każdy z nas zaczął się śmiać. Jedyny Lou siedział pijąc swojego drinka.
- Nie pamiętam czegoś takiego - westchnął poprawiając swoją grzywkę
Jeszcze przez jakiś czas siedzieliśmy u Juliet, po czym pojechaliśmy do klubu. Budynek był dosyć spory. Nie przypominam sobie, że kiedykolwiek obok niego przejeżdżałem. Musiał być trochę oddalony od centrum.
W środku panował niezły ścisk. Przez krótki czas witałem się ze znajomymi oraz przyjmowałem życzenia.
Gdy w końcu dotarliśmy do naszej loży mogłem spokojnie usiąść na fotelu. Przyznam się, że trochę dudniło mi w głowie i było duszno, ale mój humor nadal był bardzo dobry.
- Więc, wznoszę toast za najbardziej uśmiechniętego blondyna w całej galaktyce - odparł Louis podnosząc swój kieliszek do góry
Wszyscy stuknęliśmy się z nim, po czym wypiliśmy gorzki napój.

Po tym jak skończyliśmy pić chyba z trzecią kolejkę postanowiliśmy pójść na parkiet i się zabawić. Muszę przyznać, że są to bardzo udane osiemnaste urodziny.

Zayn
Siedziałem obracając się na krześle barowym. Koło mnie stał Louis, który śmiał się ze mnie.
Nie wiem czemu, ale każdy z nas jest dziś bardzo szczęśliwy. Zgaduję, że przez ilość spożytego alkoholu. Ja jeszcze cieszę się z powodu widoku otaczających mnie dziewczyn. Dawno nie widziałem tyle obcisłych sukienek na raz.
- Stary zaraz się porzygasz - krzyknął nagle do mnie Tomlinson
- Spróbuj, jest fajnie - zachęciłem kolegę, ale on cały czas stał niewzruszony - Okej już stop
Poczułem jak dosyć intensywnie kręci mi się w głowie. Oparłem więc czoło o blat i czekałem, aż poczuję się lepiej.
- Dwa razy mohito - usłyszałem głos, który od wczorajszego dnia nie daje mi zasnąć
Szybko, ale delikatnie uniosłem swoją głowę do góry i ujrzałem tę samą dziewczynę, z którą kłóciłem się w sklepie. 
- Kogo ja tu widzę - odezwałem się, na co brunetka popatrzyła w moją stronę
- O nie, znowu ty - wysyczała przenosząc swój wzrok na bar
- Jaka milutka - westchnąłem - Mówiłem ci Louis, że ma twardy charakterek 
Popatrzyłem w kierunku mojego przyjaciela, który wpatrywał się w parkiet. Pstryknąłem przed nim palcami, na co jego spojrzenie przeniosło się na mnie
- Ah, tak tak, mówiłeś - odparł pośpiesznie - Idę sobie potańczyć
Ruszył przed siebie, a ja odprowadzałem go wzrokiem zaciekawiony kto przykuł jego uwagę. Po chwili spojrzałem ponownie na brunetkę i się do niej uśmiechnąłem
- Powiesz mi chociaż jak masz na imię? - zapytałem, na co ona parsknęła
- Posłuchaj mnie kochaniutki. Chcesz kogoś bzyknąć, to poszukaj sobie jakieś łatwiejszej laski - powiedziała - A tak po za tym, to nie jesteś w moim typie...
- Pani drinki - pojawił się barman z dwiema szklankami
Dziewczyna chwyciła je, po czym zniknęła gdzieś w tłumie.
Co za suka. Chciałem być tylko miły. Miałem w planie nawet ją przeprosić. Że niby nie jestem w jej typie, tak? Jeszcze się przekonamy. 

Karmen
Chodziłam po klubie szukając kogoś kogo dotychczas miałam szczęście poznać w szkole. Przyznam się szczerze, że nie specjalnie lubię kolegować się z nowymi osobami. Za dużo z tym zachodu. 
- Karmen - odwróciłam się i ujrzałam Louisa, który zmierzał w moim kierunku
- Hej - uśmiechnęła się do niego
- Przyszłaś - powiedział, gdy znajdywał się na przeciwko mnie
- Nie miałam nic ciekawszego do roboty - odparłam poprawiając swoją czarną sukienkę
- Chodź - chwycił mnie za rękę
Zaczęliśmy przepychać się przez ludzi, którzy tańczyli na parkiecie. Gdybym miała z kim też bym z chęcią sobie potańczyła. Uwielbiam to robić. Uwielbiam chodzić na imprezy i dobrze się bawić.
Dwa lata temu jeszcze miałam z kim spędzać czas. Miałam przyjaciół. Wsparcie. Byłam taka szczęśliwa. Przez jedno głupie zdarzenie. Przez jedną osobę, straciłam to wszystko. Już nie chcę do tego wracać.
- Patrzcie kogo my tu mamy - krzyknął Lou, a ja lekko się wzdrygnęłam z powodu huku w moich uszach
Stałam razem z chłopakiem, który trzymał mnie za rękę tuż przed jego znajomymi.
- Karmen! - uśmiechnął się do mnie Zayn - Siadaj
Razem z Louisem usiedliśmy tuż przy końcu kanapy. Przez ilość siedzących tu osób nie było zbytnio miejsca.
- Więc ten w loczkach to Harry, koło niego siedzi Juliet, a ten blondyn to Niall - wytłumaczył mi Li, który znajdywał się po mojej prawej stronie - Resztę już chyba znasz
Mogę śmiało stwierdzić, że był jedynym ogarnięty człowiekiem z całego tego towarzystwa. 
- Ja chcę usiąść koło Karmen - stwierdziła nagle brunetka, po czym zaczęła przechodzić po kolanach swoich znajomych - Hej, możesz do mnie mówić Juli - przedstawiła się dziewczyna, która usadowiła się tuż obok mnie
- Miło mi - chciałam wyciągnąć w jej stronę rękę, ale ta szybko mnie do siebie przytuliła
Oh. Jak miło z jej strony.
- Masz, pewnie jeszcze nie piłaś - zaśmiał się Harry i podsunął pod mój nos kieliszek z wódką 
- Dzięki - podniosłam szkoło do ust i pochyliłam lekko głowę
Po chwili czułam jak ciecz spływa po moim gardle. skrzywiłam się na to doznanie, na co Loczek zachichotał.
- Idziemy potańczyć? - zwróciła się w moją stronę Juliet.
Niepewnie pokiwałam głową.
- Jasne - uśmiechnęłam się do niej, a ona to odwzajemniła
Razem poszłyśmy w stronę parkietu.
Na początku czułam się trochę nieswojo. Jednak Juli jest naprawdę zabawną osobą. Podczas tańca opowiadała mi różne rzeczy. Większość z nich dotyczyło osób znajdujących się w około nas i tego jak są ubrane. Potem dołączyli do nas chłopaki i zupełnie się rozluźniłam.
W tym oto momencie nie myślałam o moich problemach. Nie myślałam co by było gdyby...
Po prostu dobrze się bawiłam.

----------------------
Mam nadzieję, że rozdział się podoba. Przepraszam, że dodaję go tak późno, ale było małe zamieszanie. Jeżeli chcecie być informowani to zapisujcie się do zakładki pod tą oto nazwą i w komentarzach piszcie nazwy swoich tt. Rozdział pojawi się po 7 waszych komentarzach. Jeżeli macie jakieś pytania do mnie czy to bohaterów to śmiało. Na koniec zapytam się czy czcionka wam odpowiada. Jest trochę inna i jeżeli ciężko jest wam czytać to mogé to zmienić :)

niedziela, 17 listopada 2013

Rozdział 2

Zayn
Zaparkowałem swoim czarnym Jaguarem na stałym miejscu parkingowym. Wyłączyłem radio oraz silnik. Wyszedłem z pojazdu biorąc ze sobą torbę, po czym zwinnie zamknąłem drzwi.
Przed wejściem do budynku stało sporo uczniów. Jak na wrzesień przystało jest to normą, ponieważ powietrze nie jest jeszcze takie chłodne jak w późniejszych miesiącach. Osobiście jestem zwolennikiem ciepła chociaż lubię zimę za te wszystkie święta i niesamowitą atmosferę. Jest wtedy jakoś bardziej towarzysko. Każdy do każdego się przytula pod pretekstem, że jest zimno. Mimo tego iż palce praktycznie nam odpadają, a nos nabiera krwisto czerwonego koloru to i tak w głębi serca czekamy na ten właśnie
okres. Jest w nim coś magicznego.
Wchodząc do szkoły poczułem wiele spojrzeń zmierzonych w moim kierunku. Uśmiechnąłem się do siebie, na co dziewczyny z jednej grupki zaczęły szeptać sobie coś na ucho. Udając, że nie zwróciłem na to uwagi ruszyłem w stronę swojej szafki. Gdy dotarłem na miejsce, otworzyłem metalowe drzwiczki i wyjąłem kilka książek na dzisiejsze lekcje.
Nagle poczułem parę rąk na swoich biodrach. Odwróciłem się, a moje oczy napotkały cudowny uśmiech Juli.
- Siema stary - za niej wyłoniła się czwórka moich przyjaciół
- Hej - odpowiedziałem im zerkając na każdego po kolei
- Jak się czujesz? - spytała Juliet
- Cudownie - odparłem sarkastycznie - Ciebie to nawet nie trzeba pytać
Chłopcy zaśmiali się z mojego komentarza natomiast dziewczyna spojrzała na mnie wrogo.
Na moje szczęście zadzwonił dzwonek oznaczający to, iż musimy się udać na swoje lekcje.

Cały dzień okropnie się nudziłem. Nienawidzę chodzić do szkoły. Jest to chyba najgorsze miejsce zaraz po więzieniu. Chociaż można się o to kłócić.
Razem z Liamem postanowiliśmy, że po lekcjach pójdziemy kupić prezent dla Nialla na zbliżające się urodziny.
- A może to? - spytał nagle Payne ukazując mi pluszowego misia
- Serio ? Niedźwiadek ? - westchnąłem z lekką irytacją
- Niall lubi się przytulać, a ten misiu przynajmniej nie będzie go utrącał - zaśmiał się brunet
- Kupmy mu jakiś roczny karnet do Nandos i będzie po sprawie - odparłem przeczesując swoje włosy
- To są jego siedemnaste urodziny, zaszalejmy – powiedział z wielkim uśmiechem
- Striptizerka ? - zaproponowałem, a Liam spiorunował mnie wzrokiem - Dobra, dobra
Na chwilę zamilkliśmy i ponownie wróciliśmy do chodzenia po sklepie szukając idealnego prezentu.
Coś czuję, że nie skończy się to na jednych zakupach

Niall
Leżałem głową na udach Juliet rzucając co chwilę w górę małą piłeczką. Czułem jak dziewczyna ciężko oddycha i bawi się moimi włosami.
- Nudzi mi się - westchnęła - Zróbmy coś...
- Nie - jęknąłem - Tak jest dobrze - wyszczerzyłem się do niej, na co Juli zepchnęła mnie ze swoich nóg
- Co jest? – zapytałem widząc minę mojej przyjaciółki
- Nienawidzę siedzieć i nic nie robić - odparła wstawiając z łóżka
- Możemy coś ugotować - zaproponowałem na co Juliet ponownie położyła się na materacu
- To już wolę jak siedzieliśmy cicho - ponownie westchnęła
Oparłem się na swoich łokciach przyglądając się każdemu centymetrowi jej twarzy. W moich oczach była tak idealna...
- Na co się tak gapisz? - wysyczała
- Na ciebie - odparłem uśmiechając się do niej - Bardzo ciekawe zajęcie
Dziewczyna popatrzyła się na mnie z lekkim zdziwieniem, po czym wstała łapiąc mnie za rękę.
- Dobra chodź, ugotuję ci coś - zaproponowała, na co ja w błyskawicznym tempie zaprowadziłem brunetkę do kuchni - To co my tu mamy?
Juli przeglądała szafki w poszukiwaniu jakiś produktów, a ja siedziałem na stołku barowym opierając swoje łokcie o wyspę kuchenną.
- Może spaghetti? - spytałem
- Nie masz odpowiedniego makaronu - wytłumaczyła mi - Są tylko świderki, a do spaghetti używa się takiego…no wiesz długiego – zaśmiałem się na słowa mojej przyjaciółki i w jaki sposób pokazywała mi kształt makaronu
- Świderki są okej
Słysząc moją decyzję dziewczyna jakby odetchnęła z ulgą.
Ponownie zaczęła szukać coś w szafkach. Okazało się, że wyciągnęła patelnię i garnek. Potem zaglądnęła do lodówki i wyjęła z niej puszkę pomidorów, mielone mięso oraz margarynę. Obserwowałem dokładnie każdy jej ruch. Niby takie głupie spaghetti, a ile roboty. Jestem pewien, że sam bym nigdy nie dał rady tego zrobić. Dobrze, że mam Juli.
Po jakiś 20 minutach smażenia, pichcenia, gotowania, w końcu danie zostało skończone. Brunetka nałożyła dużą porcję na talerz, po czym podsunęła mi pod sam nos
- Smacznego - odparła z uśmiechem
- A ty nie jesz? - spytałem nabierając na widelec makaron
- Nie dziękuję, wolę się na ciebie popatrzeć  - stwierdziła - to takie ciekawe zajęcie
Na jej słowa moje oczy zaświeciły się jaśniej niż kiedykolwiek.
Jadłem podziwiając słodki uśmiech Juliet. Mojej Juliet.

Juliet
Po nieskończonej ilości zapewniania Horan'a, że jestem dużą dziewczynką i, że potrafię sama trafić do domu w końcu uległ i wypuścił mnie. Szczerze to uwielbiam to jak moi przyjaciele są opiekuńczy w stosunku do mnie. W szkole to chyba nie ustępuję mojej osoby na krok. Zawsze któryś z nich jest w pobliżu i mnie pilnuje. Z jednej strony jest to męczące i irytujące, ale w sumie to nie mam nic przeciwko. Są bardzo uroczy i kocham przebywać w ich towarzystwie.
Poczułam jak w mojej torebce wibruje telefon. Pośpiesznie go wyciągnęłam i uśmiechnęłam się do siebie widząc osobę, która do mnie dzwoni.
- Hej - przystawiłam słuchawkę do ucha i przywitałam się z Harrym
- Nie ładnie tak wracać samej o tej porze - odparł mój przyjaciel, a ja zaczęłam się rozglądać
Styles stał po drugiej stronie ulicy na wąskim chodniku i uśmiechał się do mnie.
Rozłączyłam się z nim i po chwili widziałam jak chłopak zmierza w moim kierunku
- Hej piękna - powiedział swoim zachrypniętym głosem, po czym pocałował mnie w policzek
- Skąd wracasz? - spytałam, gdy ruszyliśmy przed siebie
- Byłem u ojca - odparł spoglądając na mnie – A ty?
- Po szkole wpadłam do Nialla i tak jakoś się zasiedziałam – westchnęłam chowając swoje ręce do kurtki
- I co ciekawego robiliście?
- Na początku to w sumie nic, ale potem gotowaliśmy spaghetti  - odpowiedziałam odwracając wzrok przed siebie – Na czy, to ja gotowałam. Niall tylko sobie patrzył – chłopaka zaśmiał się głośno
- To nic nowego – odparł, a ja pokiwałam głową
Resztę drogi szliśmy jakoś w ciszy. Szczerze mówiąc to z Harrym nie mam jakoś rozległej relacji. Oprócz początku naszej znajomości, gdzie naprawdę potrafiliśmy pisać godzinami to zbytnio z nim nie gadam. Wiem o nim dość dużo, jednak czuję, że wielu rzeczy mi nie mówi. Może przez to, że jestem dziewczyną i boi się, że go nie zrozumiem.
Po jakiś dziesięciu minutach spaceru znaleźliśmy się pod moim domem.
Przystanęłam przed furtką i zaczęłam przeskakiwać z nogi na nogę.
Nagle Harry podszedł do mnie bliżej i zaczesał jedno z moich brązowych pasemek za ucho.
Poczułam przyjemne ciepło rozchodzące się po całym moim ciele.
- Rumienisz się - szepnął chłopak, na co spuściłam głowę
- Wcale nie
Czułam jak moje policzki nabierają niebezpiecznie czerwonych kolorów.
Przy takich właśnie chwilach chciałabym zapaść się pod ziemię. Jedynie co słyszałam to uroczy śmiech Harrego.
- Dobranoc Juli - odparł zaprzestając swojego śmiechu - Do jutra
- Taaa - westchnęłam i jak najszybciej tylko mogłam udałam się do domu.
Zdjęłam buty oraz kurtkę i biorąc torbę już chciałam pójść w stronę swojego pokoju, gdy czyjś głos zwrócił moją uwagę.
- Gdzie byłaś? - spytała mama
- U Nialla - odpowiedziałam pośpiesznie
- Jakieś szczegóły ? - wysyczała moja rodzicielka zakładając ręce na piersi
Przewróciłam oczami.
- O tuż,  postanowiłam, że po lekcjach pójdę z Niallem do niego zwyczajnie sobie posiedzieć. Nie mam jeszcze żadnej nauki, więc to chyba nie zbrodnia, że pobędę chwilę u kolegi - odparłam poirytowana
- Chwilę ? - zaśmiał się sztucznie - Jest już godzina dziewiąta. Nie wydaje mi się, to jest chwila
Nie chcąc dalej tego słuchać po prostu ominęłam ją. Niestety zatrzymał mnie mocnym uściskiem jej dłoni oplatającym moje przed ramię.
- Mówię coś jeszcze do ciebie - powiedziała nieco już wyższym tonem - Póki żyjesz pod moim dachem masz do mnie dzwonić i informować mnie o tym gdzie idziesz i z kim idziesz. Mało tego. Masz pytać się, do której masz czas - odparła, a ja tylko wyrwałam się od niej
- Świętnie - powiedziałam szeptem i zmierzyłam do swojej sypialni
- Kolacja - krzyknęła, zza moich pleców
- Nie jestem głodna
- No i bardzo dobrze. Nie jedz. Może w końcu schudniesz - jej głos jak jakaś lawa rozległ się po moim mózgu
Zatrzasnęłam szybko za sobą drzwi wchodząc do nieoświetlonego pomieszczenia. Położyłam się na łóżku i zaczęłam bezgłośnie łkać.
Tak bardzo chciałabym zniknąć. Ten cały ból, którego codziennie doświadczam jest nie do zniesienia.  Jeśli tylko bym mogła to bym umarła. Teraz. Już nawet jest mi obojętne czy pójdę do piekła czy do nieba. W ogóle jakoś w te wszystkie gówna nie wierzę. Jest to kolejna totalnie sprzeczna sprawa na tym świecie. Niby ten cały bóg istnieje, ale gdzie on jest? Gdzie jest, kiedy go najbardziej potrzebuję? Przykro mi, ale sama wiara mi już nie wystarczy.

Harry
Przebudziłem się ze swojego snu z cudownym nastawieniem, ponieważ dziś jest sobota. Oznacza to nie tylko brak szkoły, który dla mnie jest czymś naprawdę świętym. Jednak weekend pozwala nam się zabawić i odpocząć od teraźniejszości.
Powoli wstałem z łóżka i udałem się pod prysznic. Nie trwał on zbyt długo, jednak był bardzo orzeźwiający.
Ubrałem się w czarne spodnie, biały t-shirt oraz luźny szary sweter, po czym ruszyłem do kuchni w nadziei, że znajdzie się tam dla mnie jakieś śniadanko.
Nie myliłem się. Na blacie stał ogromny talerz z tostami. Chwyciłem za jednego i ugryzłem go.
- Może tak dzień dobry kretynie - niczym zimna woda obudził mnie głos Gemmy
- Córeczko nie wyrażaj się tak - do kuchni weszła moja mama i pocałowała mnie w czoło
- A jemu nie zwrócisz uwagę, że je jak świnia ? - wskazała na mnie, a ja tylko uśmiechnąłem się do niej biorąc kolejny kęs - Z resztą nie ważne. Idę spotkać się z Camilą, będę wieczorem - poinformowała wychodząc z pomieszczenia
- Dobrze - odpowiedziała mama, po czym nalała mi soku pomarańczowego i podała go
- Dziękuję
- A ty gdzie dziś idziesz? - spytała moja rodzicielka zmierzając mnie wzrokiem
- Idziemy z chłopakami uzgodnić co do urodzin Nialla - tłumaczyłem jej - No wiesz, są już za tydzień, a my jesteśmy w czarnej…
- Harold - skarciła mnie wzrokiem, na co uniosłem ręce
- Przecież nawet nie dokończyłem - powiedziałem wyższym głosem
- Może i nie, ale wiem co chciałeś powiedzieć - pokiwała mi palcem, a ja tylko zaśmiałem się cicho
- Dobrze, przepraszam mamusiu - mocno przytuliłem kobietę i usłyszałem jak chichocze

Siedzieliśmy w czwórkę w jakiejś restauracji i rozmawialiśmy o prezencie dla Nialla. Każda z propozycji nie była wystarczająco dobra.
- Co podać? - spytała kelnerka, a ja szybko na nią zerknąłem - Harry?
Starałem sobie przypomnieć skąd mogę kojarzyć tą dziewczynę, a ona mnie.
Po chwili w głowię zaczęły mi się ukazywać urywki z ostatniej imprezy i jak to spotkałem ową laskę.
- Emma? - spojrzałem ponownie na dziewczyna
- Emily -  poprawiła mnie, na co usłyszałem śmiech chłopaków  -Więc co zamawiacie?
- Poprosimy dla każdego porcję frytek i hamburgera - odparł Liam - Oraz colę
- Jasne - blondynka napisała w notatniku coś, po czym odebrała od nas menu - Miło było znowu cię spotkać - zwróciła się do mnie, na co szarmancko się uśmiechnąłem
- Ciebie również
Patrzyłem się jeszcze przez chwilę jak dziewczyna odchodzi, po czym swój wzrok przeniosłem na siedzącego naprzeciwko mnie Malik'a i Payne'a.
- Co to za laska? - spytał Zayn śmiesznie poruszając brwiami - To ta z imprezy u Connor'a?
- Tak to ona - westchnąłem - Spotkałem się z nią ostatnio
- O jaki konkretnie rodzaj spotkania masz na myśli ? - dokuczał mi Louis, na co spiorunowałem go wzrokiem
- Zamknij się Tomlinson - wysyczałem - pilnuj swojego kutasa
- Chyba wrócę za pięć minut - usłyszałem głos Juli
Obróciłem się w prawo i ujrzałem Juliet, która była ubrana w sukienkę. Zauważyłem, że ostatnio coraz częściej nosi
sukienki. Ogólnie zmieniła się jakoś z wyglądu.
- Siadaj mała - zachęcił ją Liam odsuwając puste krzesło koło niego
- A więc masz jakieś pomysły co do urodzin Nialla? - spytał dziewczynę Zayn
- Serio? - popatrzyła na każdego z nas po kolei - Siedzicie tu z jakieś dwadzieścia minut i żaden z was niczego nie wymyślił
- Padło parę propozycji, ale stwierdziliśmy, że nasza kochana Juli jak zwykle ma coś w zanadrzu - uśmiechnął się do niej Louis
- Okej - westchnęła brunetka - Ja myślałam może nad jakimś przyjęciem niespodzianka - zaczęła - Wiecie. zaciągnę go jakoś do swojego domu. Wy w ten czas zamówicie jakąś pizze, ogarniecie coś do picia.Gdy przyjdę z Niallem wtedy wyskoczycie i krzykniecie 'niespodzianka'. I zaczniemy takie mocne, urodzinowe before party - odparła wesoło Juli - Potem pójdziemy do klubu się zabawić. Co wy na to?
- Świetnie - powiedział Liam
- Mam tylko jedno pytanie - wychylił się Zayn - Jak chcesz go 'zaciągnąć' do domu
Na jego słowa Lou zaczął się śmiać, a Liam i ja patrzyliśmy na siebie rozbawieni. Juliet natomiast siedział lekko poirytowana
- Wy tylko o jednym
Uwielbiam jak tak mówi. Uwielbiam to jak się złości i to jaki wtedy ma wyraz twarzy. Nie wiem czemu, ale czuję jakąś dziwną potrzebę bycia blisko niej. Potrzebuję jej uwagi.
_______________

Mam nadzieję, że początki tej historii zaciekawiają was w jakiś sposób, i że chcecie czekać na dalsze części. O tuż jest kilka spraw organizacyjnych. Błagam was, jeżeli chcecie być informowani o rozdziałach proszę, abyście wpisywali nazwy swoich tt w zakładce 'informowani'. Mam nadzieję, że nie muszę tłumaczyć jak się to robi. Jednak jeśli byłyby jakieś problemy to śmiało pytać. Niedawno dokończyłam też zwiastun na bloga, który znajduje się na górze w zakładce 'zwiastun'. Wystarczy, że klikniecie na link, który jest tam podany.
No to tyle :)

środa, 13 listopada 2013

Rozdział 1

Juliet
Wydaje mi się, że życie ciągnie się i ciągnie. Wrażenie, że jesteś na tym świecie dopiero siedemnaście lat mnie dołuję. Chciałbym stąd zniknąć. Przestać czuć ból. 
Jednym z moich licznych marzeń jest to, aby zapomnieć. Zapomnieć co przeżywałam przez ostatnie lata. Chcę w końcu zacząć żyć. Tak prawdziwie. Jak na to zasłużyłam. W końcu jestem tylko człowiekiem. Mam takie same prawa jak każdy inny dureń chodzący po tej planecie. 
- Juli, pośpiesz się! - krzyknęła do mnie mama przywracając do rzeczywistości - Czekam w samochodzie
Westchnęłam głośno i odłożyłam szczotkę na komodę. Poprawiłam sukienkę, którą miałam na sobie wpatrując się w swoje odbicie lustrzane.
Dziś jest pierwszy dzień szkoły. Nie wiem czy się śmiać czy płakać. Jako jedna z nielicznych osób na ziemi lubię chodzić do szkoły. Czuję wtedy, że nie jestem odosobniona. Że mimo tego, iż w środku jest mi naprawdę bardzo źle to jakoś wytrzymuję psychicznie.
Postanawiając nie złościć dłużej mamy, chwyciłam za swoją torbę i udałam się na korytarz. Szybko ubrałam buty i wyszłam z domu, zamykając za sobą drzwi. Na podjeździe stał już Ford, a w nim moja mama. Wsiadłam od strony pasażera i zapięłam pasy.
- I jak samopoczucie? - spytała nagle wyjeżdżając na drogę
- Ym całkiem dobre - westchnęłam i oparłam się łokciem o szybę
Nie lubię rozmawiać z moją rodzicielką. Ona zawsze szuka w moich wypowiedziach drugie dno, albo je przekręca i uznaje to jako atak na swoją osobę. Szczerze mówiąc od jakiegoś czasu już nawet nie zwracam na to uwagi. Mam ją głęboko w dupie. 
Z jednej strony kocham ją tak mocno i jestem jej wdzięczna, że nie poddała się i stara się, aby moje życie w jakiś sposób nie różniło się od innych. Natomiast z drugiej strony tak bardzo jej nienawidzę, że mam ochotę uciec i nigdy już na nią nie spojrzeć. Sama nie wiem, które uczucie przeważa. Na razie jest tak pół na pół. 
- Jesteśmy - odparła kobieta, a ja szybko zaglądnęłam za nią przez szybę
Rzeczywiście znajdowałyśmy się niedaleko budynku szkolnego
- No to idę - chwyciłam za klamkę od drzwi - Nie musisz po mnie przyjeżdżać jakby co - poinformowałam jeszcze mamę, a następnie ruszyłam przez parking do szkoły
Budynek był całkiem nowoczesny. Większy od tego, do którego uczęszczałam przez dziesięć poprzednich lat mojej edukacji. Obok mnie przechodzili różni uczniowie. Moje oczy natrafiły piątkę chłopaków i z wielkim uśmiechem na ustach podeszłam do nich.
- Hej - przywitałam się, na co każdy z nich mocno mnie do siebie przytulił
- Jak tam nasza Juli się czuje? - spytał rozbawiony Louis - Jesteś gotowa na licealne życzę?
- Myślę, że tak - westchnęłam wtulając się w Niall'a
- W takim razie może wejdziemy do środka? - zaproponował Liam na co wszyscy się zgodziliśmy
No więc od czego by tu zacząć.
Razem z chłopakami poznałam się dwa lata rok temu w wakacje. Byłam wtedy z siostrą w Los Angeles. Leżałam na plaży, kiedy nagle ktoś walnął mnie piłką w głowę. Był to Harry. Pamiętam, że długo mnie przepraszam i usprawiedliwiał się, że zrobił to nie chcący. W każdym bądź razie wymieniliśmy się numerami. Po kilku dniach pisania okazało się, że on też jest z Chicago i na dodatek ma tyle samo lat co ja. Spotkałam się z nim parę razy. Nie powiem nawet mi się podobał. W sumie to nadal mi się podoba, ale to dłuższy temat. 
Któregoś dnia zaprosił mnie na imprezę, gdzie poznałam Lou, Liam'a, Zayn'a i Niall'a. Okazało się, że oni też nie za dobrze się znają. Jakoś tak leciał czas, a nasza szóstka coraz bardziej się przywiązywała. W końcu zwykła wakacyjna znajomość przerodziła się w przyjaźń. 
Tak i o to jesteśmy. Razem, nie do zdarcia. Są dla mnie jak bracia. Mimo to, że kocham ich najbardziej na świecie to jednak brakuję mi osoby do wygadania. Przyjaciółki. Bo przecież nie wszystko mogę powiedzieć chłopakom. Są sprawy, które trzymam głęboko w środku siebie. 
- To spotykamy się po lekcji? - odparł Zayn przeglądając coś w telefonie
- Jasne - przytaknął Niall
Po chwili Mulat razem z Tomlinson'em i Liam'em poszli wzdłuż korytarza. 

Zayn
Szliśmy z chłopakami na zajęcia z biologi. Louis z Liamem o czymś rozmawiali,a a ja przeglądałem Facebook'a na swoim telefonie.
- Zayn, patrz - szturchnął mnie Payne, na co automatycznie przeniosłem na niego swój wzrok.
- Co jest? - spytałem opierając się o szafkę
- Widzisz tą laskę? - spojrzałem przed siebie i ujrzałem nie za wysoką blondynkę.
Była może troszeczkę wyższa od Juli.
- Czyli nowy cel - westchnął Louis zamykając drzwi od swojej szafki
- Pewnie jest młodsza - odparłem wzruszając ramionami - Nie widziałem jej rok temu
Dziewczyna stała oparta o ścianę, a w ręku trzymała karteczkę, którą aktualnie przeglądała. Nagle zadzwonił dzwonek i razem z chłopakami weszliśmy do sali. Jak zwykle usiadłem na samym końcu, a Tomlinson i Liam w ławce przede mną. Po jakieś minucie do klasy wszedł nauczyciel z ową blondynką, którą widzieliśmy na korytarzu.
- Witam klasę po wakacjach - zaczął siwiejący już mężczyzna - Mam nadzieję, że wystarczająco odpoczęliście na tego rocznych wakacjach. To jest nasza nowa uczennica - spojrzałem na dziewczynę, która przyjaźnie się do nas uśmiechała - Usiądź proszę - zwrócił się do niej
Blondynka rozglądnęła się po klasie, po czym ruszyła w moim kierunku
- Mogę? - spytała wskazując na krzesło obok mnie
- Jasne - odparłem i delikatnie się przesunąłem w prawo, aby miała więcej miejsca
- Zayn - przedstawiłem się wyciągając w jej stronę rękę
- Karmen - chwyciła ją i lekko potrząsnęła
- Więc, co tu porabia dziewczyna z włoskim akcentem? - zaśmiałem się, na co blondynka ukazała mi swój piękny uśmiech
- Jestem z Meksyku - poprawiła mnie, a ja spojrzałem na nią zdziwiony
- Przyjechałaś tu z Meksyku?
- Mieszkałam tam pierwsze pięć lat swojego życia, a potem przeniosłam się z rodzicami do Nowego Yorku - wytłumaczyła mi
- W takim razie co sprowadza cię do Chicago? - zapytałem co raz bardziej zaintrygowany
- Ojciec dostał tutaj posadę - westchnęła otwierając zeszyt i zapisując coś w nim
- Rozumiem - pokiwałem głową
Przez resztę lekcji nie rozmawialiśmy ze sobą.
Gdy zadzwonił dzwonek razem z chłopakami ruszyliśmy w stronę stołówki, gdzie czekali już na nas Harry, Niall i Juli.
- Jak minęła biologia? - zapytał Horan, gdy siadaliśmy na krzesła
- Spytaj Malika - odparł złośliwie Liam, na co każdy z moich przyjaciół spojrzał zaciekawiony
- O co ci stary chodzi? - westchnąłem wyższym głosem
- Pochwal się swoją nową znajomością - dokuczał mi Louis - O, jest i ona
Odwróciłem się za siebie i ujrzałem blond piękność siadającą do jakiegoś stolika.
- Ma na imię Karmen - zacząłem tłumaczyć - Przyjechała tu z Nowego Yorku. Tyle wam wystarczy? - warknąłem poirytowany
- Nam tak, ale tobie chyba nie - zaśmiał się Styles - Ma niezły tyłek
- Wy tylko o jednym - przewróciła oczami Juliet
- Tylko żartowałem - uspokoił ją Harry - Ty masz lepszy - cmoknął dziewczynę w policzek, na co ona cicho zachichotała
- Zmieniając temat - odparł Horan zwracając na siebie uwagę - Idziemy na dzisiejszą imprezę?
- Jest środa Niall - przypomniała brunetka - Środek tygodnia
- I co z tego? - westchnął Irlandczyk - Przecież nie masz jeszcze nic do nauki
- Może i nie mam, ale mama mnie nie puści
- To się wymknij - zaproponowałem z chytrym uśmieszkiem
- Mhm, coś jeszcze? - odparła zdenerwowana
- No weź Juli - zaczął namawiać ją Niall - Przyjedziemy po ciebie
- Wyjdziesz po cichu przez okno - tłumaczył Harry - twoja mama nawet nie zauważy
Patrzyliśmy uważnie na brunetkę i na jej reakcje.
- Ale to jest pierwszy i ostatni raz - zgodziła się, na co przytulił ją siedzący obok Horan
- To jesteśmy umówieni - potwierdził zadowolony Liam, po czym usłyszeliśmy dźwięk dzwonka i rozeszliśmy się do swoich klas.

Karmen
Siedziałam sama na stołówce i przepisywałam do swojego zeszytu plan lekcji, który dostałam dziś rano od pana Simon'a. 
Na razie jest mi tu dobrze. Niby znam tylko jedną osobę i to dopiero pierwszy mój dzień w tej szkole, to czuję, że jest jakoś inaczej. Lepiej. 
Rozglądnęłam się w około siebie i zauważyłam kilka par oczu wpatrujących się we mnie. Jedna z nich należała do chłopaka, którego poznałam na zajęciach z biologii. Zayn. Jego tęczówki były mocno brązowe. Aż za mocno. Wcześniej nie zwróciłam nawet na to uwagi.
Po chwili odwrócił głowę i zaczął rozmawiać z grupką siedzącą z nim przy stole.
- Hej - prawie podskoczyłam na krześle słysząc głos tuż nade mną - Spokojnie, nie gryzę
Usiadł koło mnie dosyć wysoki i umięśniony chłopaka. Miał na sobie bejsbolówkę z logo naszej szkoły. Mogłam się domyśleć, że był futbolistą - Jestem Connor
- Karmen - przywitałam się z nim miło
- Słyszałem, że jesteś tu nowa - zaczął blondyn - Jakby co dziś organizowana jest impreza z okazji rozpoczęcia roku szkolnego. Może chcesz wpaść? 
- Jasne, czemu nie - odparłam poprawiając włosy
- W takim razie tu masz mój numer - wręczył mi mały skrawek papieru, na którym były napisane cyfry oraz jakaś nazwa ulicy - Pod tym adresem odbędzie się impreza - wytłumaczył - Gdybyś chciała przewodnika po Chicago to pisz - powiedział ciepłym głosem chłopak, a ja cicho się zaśmiałam
- Dzięki
Pożegnałam się z Connor'em  i po chwili usłyszałam dzwonek na lekcje.

Niall
Jechałem ulicami Chicago wsłuchując się w audycję, która leciała w radiu. Zegar wskazywał dwudziestą pierwszą, a na niebie można było podziwiać późny zachód słońca. 
Nie chcę się przechwalać, ale ponoć jestem dobrym kierowcą. Tato zawsze mówi, że to po nim, ale ja swoje wiem. Po prostu samochody, to coś co lubię. Te wszystkie przepisy szybko wpadają mi do głowy.
Zatrzymałem się pod domem Harrego. Po kilku minutach zobaczyłem jak czterech moich przyjaciół wychodzi z budynku. Wsiedli do mojego auta i od razu zaczęli ustalać jakieś zasady podrywania.
- Słyszałeś Niall - spytał nagle Liam - Kto pierwszy zaklepie
Skrzywiłem się lekko na te słowa. Nie lubię jak traktują kobiety przedmiotowo.
- Tak, słyszałem - westchnąłem skupiając się na drodze
- Mam nadzieję, że nie zabiła się wychodząc z tego okna - zaśmiała się Zayn 
- Ma na imię Juliet, powinna mieć wprawę z ucieczkami - zażartował Tomlinson, a ja głośno zachichotałem
Kilka przecznic dalej zauważyliśmy dziewczynę siedzącą na krawężniku. Podjechałem bliżej niej. Chłopcy z tyłu otworzyli drzwi i po chwili w aucie rozległ się piskliwy głos Juliet.
- No na reszcie, ileż można na was czekać? 
- Spokojnie, chyba nic ci się nie stało - westchnął Lima
- Nie, ale mogło - broniła się brunetka
Gdy tylko atmosfera się rozluźniła zaczęliśmy poruszać różne tematy. Zazwyczaj krążyły one w około dziewczyn. 
Po dwudziestu minutach jazdy w końcu znaleźliśmy się na przedmieściach Chicago. 
Wyszliśmy więc wszyscy z auta i udaliśmy się do domu, z którego słychać było mocne bity muzyki. Złapałem Juli za rękę. Zawsze któryś z nas ją 'pilnuje'. Wolimy mieć ją na oku, ponieważ nie chcemy, aby coś jej się stało. 
Otwierając drzwi wejściowe można było wyczuć zapach alkoholu i zioła. Przejechałem wolną ręką po włosach. Już na wstępie jakiś koleś wręczył nam granatowe kubeczki z drinkami. 
- To jak robimy? - krzyknął do nas Zayn starając się przebić przez dźwięki piosenki
- Spotykamy się koło samochodu Nialla jakoś koło pierwszej - odparł Harry, na co każdy mu przytaknął 
Normalnie zostaliśmy by dłużej, ale jak już dzisiejszego dnia Juli wspominała jest środek tygodnia i wolimy jakoś funkcjonować jutrzejszego dnia
- Idziemy sobie potańczyć? - spytała mnie brunetka bawiąc się moimi rękoma
- Jasne - uśmiechnąłem się na te słowa, po czym zabrałem ją na 'parkiet'

Louis
Chodziłem po domu szukając któregoś z moich przyjaciół. Mój lekko chwiejny chód i ciężka głowa spowodowana ilością spożytego dzisiaj alkoholu wcale mi nie pomagała.
Widząc siedzących na kanapie Juli i Nialla podszedłem do nich.
- Jak się bawicie? - spytałam zerkając na parę
Brunetka na mój widok szeroko się uśmiechnęła, po czym wstała i mocno mnie przytuliła.
- Kocham cię Louis, wiesz? - stwierdziła nadal wtulona we mnie 
Popatrzyłem na Horan'a, który obserwował nas i śmiał się z tej sytuacji. Domyśliłem się, że dziewczyna była już mocno pijana. Za mocno.
- Ja ciebie też kocham Juli - poklepałem ją po plecach 
- To dobrze, bo jakbyś powiedział, że mnie nie kochasz to bym ci wpierdoliła - odparła niewyraźnie, a ja głośno się zaśmiałem
- Widziałeś Zayn'a lub Harrego? - spytałem blondyna
Jako jedyny z nas dziś nie pił. Tłumaczył się wcześniej, że będzie prowadził i woli się nie narażać. Drugim powodem była ta oto drobna osóbka, która nadal była do mnie przyklejona.
- Chyba są na zewnątrz - odpowiedział mi Niall
- Pójdę po nich - jakimś cudem udało mi się wyjść z uścisku Juli - Idę poszukać chłopaków, niedługo wrócę. Zostać tu z Niallem - zwróciłem się do przyjaciółki
- Okej - przytaknęła grzecznie, po czym wskoczyła blondynowi na kolana  i zaczęli o czymś gadać
Wychodząc na ogródek poczułem przyjemnie chłodne powietrze. Trochę mnie to orzeźwiło.
Nagle wpadła na mnie jakaś blondyna. Poprawiając swoją spódniczkę popatrzyła na mnie.
- Przepraszam, nie zauważyłam cię - westchnęła, a ja przejechałem po jej ciele wzrokiem
Kurwa. Za obcisła ta spódniczka. Louis nie myśl o tym...
- Nic się nie stało - odparłem i po chwili doszło do mnie, że to ta nowa, która gadała z Zaynem - Ty jesteś Karmen, prawda?
- Mhm - pokiwała głową
- Louis - przedstawiłem się, na co dziewczyna słodko się uśmiechnęła
- Wiem - odparła bawiąc się swoim blond pasemkiem - Dziewczyny dziś w szatni o tobie opowiadały
Na te słowa zaśmiałem się jednocześnie czując lekką dumę, że jakieś laski o mnie gadają. W sumie to się nie dziwię. Razem z chłopakami należymy do tych 'popularnych'. To, że jakaś dziewczyna jest mną zainteresowana nie robi na mnie, aż tak wielkiego znaczenia. Jednak staram się tego nie wykorzystywać.
Po chwili dołączył do nas Malik, Payne i Styles.
- Hej Karmen - przywitał się z dziewczyną mulat - Co tu robisz?
- Sama nie wiem - stwierdziła śmiejąc się - Zaprosił mnie tutaj taki blondyn 
Chyba nawet wiem kto to był. 
Otóż jest u nas w szkole niejaki Connor Martins, który nie przegapi okazji, aby zaliczyć laski. Nie ma w szkole takiej, aby nie miała w buzi jego kutasa. No oprócz Juli. Ona akurat jest porządną dziewczyną.
- To życzymy ci miłej zabawy - powiedział Malik 
- Dziękuję - zachichotała Karmen, a następnie weszliśmy z chłopakami do domu
- Gdzie jest Horan i Scrow - rozglądnął się Harry - Powinnyśmy się już zwijać
- Tam są - wskazał palcem Liam 
Rzeczywiście o ścianę stał oparty Niall, a na przeciwko niego chwiała się nasza przyjaciółka. Dziewczyna ciągnęła blondyna za rękę gadając mu co chwilę coś na ucho. 
- Idziemy - odparłem, gdy znajdowaliśmy się już koło nich
Nagle z głośników zaczęły lecieć dźwięki piosenki Lawson 'Juliet'. Brunetce jakby na zawołanie zaświeciły się oczy.
- Zostańmy jeszcze na tą piosenkę - przeciągnęła słowa, po czym zaczęła kręcić biodrami do rytmu i śpiewać pod nosem 
Spojrzeliśmy na siebie z chłopakami i głośno się zaśmieliśmy. Nie pozostawiając nam żadnego wyboru dołączyliśmy do Juli.
______________________
 Jest i pierwszy rozdział. Chciałabym was uświadomić, że rozdziały z czasem będę dłuższe i ciekawsze. Na razie jesteśmy na etapie poznawania postaci. Jeśli macie do mnie jakieś pytania pytać śmiało. Proszę o wasze komentarze, bo to tylko od tego zależy kiedy dodam następną notkę.
Zmieniając temat chciałbym was zaprosić do obejrzenia zwiastunu i napisaniu swojej opinii.
 A więc po 5 komentarzach pojawi się drugi rozdział. 

poniedziałek, 11 listopada 2013

Prolog

Juliet
Można powiedzieć, że nienawidzę swojego życia. Wszystko w nim jest takie... do dupy. Nie wiem, czy może być jeszcze gorzej. Zgaduję, że nie.
Moja mama często porównuje mnie do starszej siostry. Nienawidzę tego. Zawsze jestem na drugim miejscu. Co by ona nie zrobiła i tak jest ode mnie lepsza, ładniejsza, chudsza...
Ojciec zostawił nas, gdy miałam pięć lat. Jeszcze wtedy nie do końca wszystko rozumiałam. Często winiłam mamę i oskarżałam ją o to, że wyrzuciła mojego tatusia. Moja siostra Ely miała wtedy szesnaście lat. Ponoć całkiem dobrze przyjęła rozwód rodziców, a nawet namawiała mamę na to.
Ja bym tego nigdy nie zrobiła.
Nawet jakby moi rodzice nie mogli, by ze sobą wytrzymać miałabym to głęboko w dupie. No kurwa. Jeśli ludzie biorą ślub to chyba robią to na całe życie. Żyją ze sobą w zdrowiu i chorobie.
To cholerne samolubne.
Wyobraźcie jeszcze sobie to, że mój ojciec się do mnie nie odzywa. Nic, a nic. Nie dzwoni, nie przysyła pieniędzy. Jak kamień w wodę. Po prostu go nie ma. Nawet zapomniałam jak wygląda. To wszystko jest takie żałosne, a za razem niewiarygodne.
Największym moim problemem jest wygląd. Nie czuję się dobrze we własnych ciele. Są dni, że staram się nie patrzeć w lustro.  Boli mnie to, że nie jestem idealna. Idealna dla siebie samej. Chciałabym przeżyć chociaż jeden dzień bez płaczu.
Ostatnio jest coraz gorzej.  Próbowałam nawet popełnić samobójstwo. Niestety się nie udało...
Gdy jestem wśród ludzi jakoś wytrzymuję. Staram się nie okazywać tego, że jestem taka słaba. Jednak, gdy wracam do domu i nikogo nie ma, pękam. Staje się jak porcelana, którą tak łatwo rozbić. Dochodzi wtedy do takich myśli, których się wstydzę. Bo to nie jest żaden powód do dumy. Jestem zdruzgotana. Mam dopiero siedemnaście lat i całe życie przed sobą. Chcę skończyć szkołę. Wyjechać do college'u. Chcę się zakochać i założyć rodzinę. Mam tyle niespełnionych marzeń.
Muszę coś ze sobą zrobić. Właśnie to mnie jeszcze tutaj trzyma. Nie mogę się poddać. Mimo to jestem na krawędzi. Mam nadzieję, że jakoś mi się to uda.

Karmen
Boże nie rozumiem swoich rodziców. Jak można nazwać dziecko Karmelita ? Chyba mnie nie kochają....
Miłość. Oh.
To jest jedna z najpiękniejszych, a za razem najbardziej zdradzieckim rzeczy na całym tym pierdolonym świecie.
Ja niestety z tym uczuciem nie mam najlepszych wspomnień. Krótko mówiąc nie uzyskałam jej od nikogo z moich partnerów. Zawsze te związki opierały się na sexie i mojej nieodwzajemnionej miłości. Jak o tym myślę to jest mi tak cholernie przykro, że aż całe ciało boli. To niewiarygodnie chujowe uczucie.
Nienawidzę siebie za to.
Nienawidzę tego, że tak szybko się zakochiwałam. Że dla nich byłam tylko kolejną dziewczyną do zaliczenia. To takie okrutne, że w tych czasach brakuje prawdziwych mężczyzn, którym nie tylko zależy na kobiecym ciele.
Poprzez te dwa lata doświadczeń nie wierzę w to, że mogę się zakochać. Totalnie pozbawiłam się tego uczucia. Jest mi trochę łatwiej. Mimo to potrzebuję jakieś uwagi ze strony ludzi.
Od moich rodziców niestety tego nie dostaję. Mojej mamy praktycznie nigdy nie ma w domu. Pracuje od rano do późnego wieczoru. Tato natomiast często wyjeżdża na jakieś delegacje. To męczące. Nie wiem po co oni są razem. Czy oni jeszcze ze sobą rozmawiają ?
Boże to wszystko jest takie skomplikowane.
Właśnie dzięki robocie ojca przeprowadziliśmy się tu. Do Chicago. Z jednaj strony jestem z tego powodu zadowolona. W dawnej szkole nie miałam najlepszej opinii. Jedne osoby wyzywały mnie od dziwek, jedni natomiast chcieli się ze mną przyjaźnić tylko i wyłącznie ze względu na to, że jestem bogata.
Teraz mam to wszystko w dupie. Zaczynam nowe życie. Z dala od starego i z otwartym umysłem. Mam nadzieję, że ten rok szkolny będzie dobry.

Harry
Koniec wakacji to dla mnie koniec świata. Naprawdę. Nienawidzę szkoły. Jest to coś czego nigdy nie zrozumiem. Po co mam się 'edukować'? I niby na co mi do życia skład chemiczny organizmów, albo jakie wartościowości ma fosfor. Co to w ogóle jest fosfor i kto to kurwa do czego używa?! Czemu nigdy nie uczą nas jak się kroi ogórka, żeby się nie skaleczyć, lub czy jest sposób, aby posprzątać i usłyszeć od mamy, że jest z ciebie dumna. Gdyby szkoła uczyła czegoś pożytecznego na pewno było by o wiele lepiej.
Mimo tego, że gówno przez dziesięć miesięcy robimy i wstajemy wcześniej to są plusy chodzenia do szkoły.
Uwielbiam spotykać się ze znajomymi. Widzę ich wtedy praktycznie codziennie i jeszcze do tego zawsze są jakieś okazje, żeby urządzić imprezy.
Nie mogę też narzekać na brak dobrych widoków. Jest tyle
pięknych dziewczyn w szkole.
A ponoć liceum jest jeszcze lepsze od szkoły podstawowej.
Mimo tego, iż mam siedemnaście lat to moje doświadczenie sexualne jest dosyć bogate. Jednak chciałbym się zakochać. Chciałbym poznać jakąś wartościową dziewczynę, która oprócz niezłego tyłka ma jeszcze coś w głowie. Dziewczynę, z którą mogę pogadać, przyjść do niej o każdej możliwej godzinie i poprzytulać się z nią. Potrzebuję tego.
Mam nadzieję, że kiedyś doznam takiego uczucia, jednak nie teraz.
Chce jeszcze się 'wyszaleć'. Chcę cieszyć się tym beztroskim, nastoletnim życiem.

Zayn
Uwielbiam swoje życie. Nie jest idealne, ale czy w ogóle coś jest?
Mam rodziców, którzy wspierają mnie we wszystkim co robię. Trzy wspaniałe siostry, które zawsze mogą na mnie liczyć, a ja na nie. Nie wiem co takiego zrobiłem, że mam tyle szczęścia. Naprawdę.
Staram się korzystać z tego jak najlepiej. Mam szacunek do całej mojej rodziny i do moich przyjaciół. Trzymam ich jak najbliżej siebie, aby nigdy ich nie stracić. Są mi bardzo potrzebni. Nie wyobrażam sobie tego wszystkiego bez nich. Każdych przygód, każdych wieczorów. Przeżycia nie do opisania...
Widzę jednak, że często ich coś trapi. Na ich twarzach nie zawsze widnieje uśmiech co dla mnie jest czymś przerażającym.
Chciałbym im pomóc, jednak nie zawsze tej pomocy chcą. Z jednaj strony ich rozumiem. Gdybym miał jakieś swoje problemy to za pewne też bym nie chciał, żeby ktoś wtykał w nie swój nos.
Jestem niemal pewien, że ten rok będzie dla nas szczęśliwy. Że wszystko potoczy się po naszej myśli. Bądźmy dobrej wierze. Chyba tylko to nam zostało...

Louis
Moja mama zawsze o mnie mówi 'najstarszy, a najgłupszy'. Nie przeszkadza mi to. Szczerze to ma racje.
Czasami wątpię, że umiem używać mózgu. Ledwo zdaje z roku na rok, a moje zachowanie nie jest najlepsze.
Po prostu za szybko dorosłem. Za szybko musiałem zacząć się przejmować wszystkim dookoła. Moja mama pracuje, ojciec też. Mam młodsze rodzeństwo, którym trzeba czasem się zająć.
Nie kiedy odpuszczam sobie zrobienie lekcji, aby pomóc moim rodzicom. Wiem, że tak liczna rodzina jest dosyć ciężka do utrzymania.
Mimo to kocham ich najbardziej na świecie. Zawsze znajdzie się jakaś pomocna dłoń. Jakiś uśmiech, który rozświetli ci cały dzień.
Często też myślę o przyszłości. Zastanawiam się nad tym kim bym chciał zostać. Niby takie dziecinne zachowanie, a jednak mam z tym ogromny dylemat.
Na razie jestem w liceum, dokładnie to w drugiej klasie. Biologiczno-chemicznej. Tak wiem najgorsze co może być.
Jednak wybrałem sobie taki profil, ponieważ w szkole podstawowej miałem wspaniałych nauczycieli od tych przedmiotów. Pan Holmes - chemik, mówił zawsze abym kierował się sercem nie rozumem. Tłumaczył mi, że na starość i tak nie będziemy zbytnio go używać za to uczucie nigdy nie przemija. Od tego też czasu interesuję się trochę ciałem człowieka.
Mimo to wolę być tym dziecinnym Lou, który każdego potrafi rozśmieszyć i poprawić humor. Na dorastanie jeszcze przyjdzie czas.

Liam
Być 'kujonem' to nie jest nic złego. Mądrzy ludzi wcale nie są gorsi od tych super cool. To, że mają coś więcej w głowach to nie zmienia faktu, że nadal jest człowiekiem i ma prawo żyć.
Kiedyś taki byłem. Pomiatany, nie lubiany,. Tylko za to, że miałem dobre oceny i nie wyglądałem jak milion dolarów. Czułem się odosobniony.
Jednak rok temu poznałem ich. Moich przyjaciół, którzy zawsze stoją za mną murem. Doświadczenia z przed kilku lat nauczyło mnie wielu rzeczy. Jestem teraz odważniejszy i pełen pogardy. W liceum uważają mnie za dosyć chamskiego. Mimo to tak naprawdę nikogo nigdy nie obraziłem. Może tam obgaduję czasami z chłopakami, ale kto tego nie robi?
Takie czasy. Ludzie teraz patrzą na wygląd. Przyznam się bez bicia, że też to robię. Zwracam tylko uwagę na ładne dziewczyny. Może to głupie i mam czasami dość irytującego śmiechu i tego, że nie mam z nimi o czym sensownym pogadać. Tematy zazwyczaj kręcą się w około butów, planach na operacje plastyczne, albo o tym jak to dawno nie były u kosmetyczki. Jednak sex jest czymś odrestaurowując i sprawia mi to przyjemność.
Moi rodzice nie są zbytnio ze mnie zadowoleni. Często gadają mi o tym, że się zmieniłem na gorsze. Zrzędzą, że nie odrabiam lekcji i chodzę tylko na imprezy.
Rodzice jak to rodzice. Marudzą o wszystko. Trochę jest mi z tym źle, ale nigdy nie chcę powrócić do tego co było. Nikomu nie życzę być pomiatanym.
Wiele  rzeczy żałuję, ale zmiana siebie to najlepsze co mogłem zrobić.
Mam nadzieję, że w przyszłości razem z chłopakami spotkamy się w jakimś barze i powspominamy sobie dobre stare czasy liceum.

Niall
Nie lubię o sobie mówić. To trochę krępujące, ponieważ nie wiem czy lepiej mówić o swoich wadach, czy też o zaletach. Zaczniesz wymieniać co masz w sobie najlepsze to ludzie wezmą cię za takiego, który się przechwala. Natomiast jak będziesz mówić o swoich gorszych cechach to zaczną się zastanawiać, czy w ogóle masz w sobie jakieś pozytywy.
Dlatego właśnie opisze swoich najlepszych przyjaciół.
Otóż zacznę od Zayn'a. Często mówi o tym jak jest wspaniały. Nie ma dnia, aby nie spojrzał w lusterko. Jak tylko przejdzie koło niego jakaś dziewczyna to puszcza do niej oczko. Zazdroszczę mu tego. Zazdroszczę mu jakim jest podrywaczem i jak wie jak obchodzić się z kobietami. Ta... zdecydowanie to wie.
Jest i Liam. Liam to taki skryty chłoptaś. Niby udaje odważnego i ma tą swoją przerażającą aurę, jednak ja wiem, że w głębi duszy jest kruchy. Ta cała osłonka to jego mocna strona. Jest też całkiem mądry. Często nam pomaga w lekcjach, a czasami i robi je całe sam.
Najbardziej nie pojmuje Harrego. Jest taki tajemniczy. Ma nawyk przegryzania wargi. To irytujące.
Jest bardzo czuły w stosunku do wielu ludzi. Chyba z każdym się dogada. No bo spójrzcie na niego. Nie macie ochoty rzucić mu się w ramiona?
Tomlinson'a to kocham. Szczerze ubóstwiam. Zawsze powie coś, co sprawia ból brzucha. Przy nim nie potrawie się nie śmiać. To piękne uczucie. Jest taki nieprzewidywalny. Czasami ma wszystko w dupie, a następnym razem patrowi rzucić się na osobę, ponieważ wyzwał ona jego przyjaciela.
Jest i ona. Piękna i jedyna Juliet. Jest naszą perełeczką. Taką wisienka na torcie. Mimo to iż jest w tym samym wieku co ja, to i tak czuję potrzebę chronienia jej. Żaden z nas nie pozwoliłby, aby ktokolwiek ją skrzywdził. Są dni, że zamyka się w sobie. Mało mówi, mało je. Wtedy moje serce staje. Mam ochotę jej pomóc. Tak bardzo chciałbym, żeby była szczęśliwa. Szczęśliwa z mojego powodu. Jest moją przyjaciółka. Jednak czuję coś więcej. Coś czego słowami nie da się opisać....
Ja jestem Niall. Niall Horan - Irlandczyk, który ma jakieś marzenia jak każdy nastolatek. Mimo to chyba się od innych różnie. Nie wiem czym, ale czymś na pewno...
____________________
Hejka, mam nadzieję, że spodobał wam się prolog i zachęcił do czekania na następne rozdziały. O tuż kolejna notka powinna pojawić się jutro ewentualnie w środę. Zapisujcie się do zakładki 'informowani' oraz dodawajcie bloga do obserwowanych. Liczę na wasze komentarze :)