czwartek, 19 grudnia 2013

Rozdział 8

NOWA POSTAĆ W ZAKŁADCE BOHATEROWIE !!!

Niall
Szedłem spokojnie przez dzielnicę swojego brata.
Dzisiejszego dnia miałem odbyć pierwszą lekcję gry na gitarze. Moja uczennica miała na imię Margaret i z tego co mi o niej mama opowiadała ma siedemnaście lat. Chodzi do jakiejś prywatnej szkoły i ma bardzo dobre stopnie.
Zbliżając się do domu, który numer miałem wypisany na kartce lekko się spiąłem. Chata była tak wypasiona, że mógłbym pomylić ją z białym domem.
Nieśmiało podszedłem do ogromnej furtki i zadzwoniłem domofonem. Po chwili jakiś koleś się odezwał, a ja podałem tylko swoje imię i nazwisko. Na szczęście wystarczyło to, abym mógł wejść do środka.
Drzwi otworzył mi wysoki, siwiejący już mężczyzna. Po jego stroju mogłem zgadnąć, że był jakiegoś rodzaju lokajem. Uśmiechnąłem się do niego miło, a po chwili za jego szczupłej sylwetki wyłoniła się niskiego wzrostu dziewczyna. Wyglądała bardzo przyjaźnie.
- Hej, jestem Margaret - wyciągnęła rękę w moją stronę, a ja lekko uścisnąłem jej dłoń
- Niall
- Chodź już do mojego pokoju - zaproponowała, a ja kiwnąłem głową
Nie chciałem się kłócić o to, że jestem w butach i zaraz coś ubrudzę, ponieważ zapewne miała ludzi od tego.
Po tym jak wdrapałem się po dosyć wysokich schodach na parter zacząłem rozglądać się w prawo i lewo. Cały ten dom wyglądał jak jakiś pałac. Różne obrazy, pozłacane ozdoby. Kim są jej rodzice, że mogą pozwolić sobie na takie rzeczy? Może mają jakieś szlachetne korzenie?
- Tutaj - głos dziewczyny wyrwał mnie z rozmyśleń
Spojrzałem na nią i zauważyłam, że ręką zaprasza mnie, abym wszedł do pokoju.
- Możesz zdjąć kurtkę - uśmiechnęła się do mnie
- Okej
Tak jak mi doradziła, tak zrobiłem. Zostałem w samej szarej bluzie, do której dobrane miałem zwykłe dżinsy oraz białe Nike'i.
Może następnym razem powinienem przyjść w garniturze?
- To od czego zaczynamy? - spytała Margaret chwytając swoją gitarę - Szczerze to jestem w tym całkiem zielona - zaśmiała się, a ja odwzajemniłem to uśmiechem
- W takim razie, zaczniemy od podstaw.

Po dwóch godzinach uczenia dziewczyny najprostszych chwytów i gadania naprawdę o wszystkim możliwym postanowiłem zbierać się do domu.
Margaret jest naprawdę fajną dziewczyną. Czasami dziwnie się przy niej czułem, ponieważ jej wymowa jest dosyć rozbudowana. Jednak śmiała się z moich żartów, więc ją polubiłem.
- To widzimy się za tydzień - odparła dziewczyna stając przede mną na korytarzu
- Tak, do zobaczenia - pożegnałem się z nią i wyszedłem z 'pałacu'
Przypomniałem sobie, że mam wyciszony telefon. Wyciągnąłem go z kurtki i zauważyłem, że mam parę nieodebranych połączeń od Harrego oraz, że jest już trochę po dwudziestej pierwszej. No pięknie, mama mnie zabije.
Postanowiłem oddzwonić do Hazzy i zapytać co niby jest takiego ważnego, że zostawił mi, aż siedem wiadomości głosowych. Tak po za tym to ja pierdole. Ileż można im mówić, żeby tego nie robili bo nie potrafię gówna odsłuchiwać...
- Halo - usłyszałem głos Loczka po drugiej stronie słuchawki
- No siema stary, co chciałeś? - zapytałem wchodząc do swojego auta, odpaliłem i ruszyłem na ulicę
- Słuchaj, nie uwierzysz!

Liam
Dzisiejszego dnia panowała pochmurna pogoda i do tego miałem wrażenie, że zaraz lunie. Cóż, czego można spodziewać się po listopadzie...
Widząc jak moja dziewczyna wychodzi z agencji z jakimiś koleżankami i chichocze, uśmiechnąłem się do siebie. Uwielbiam jej śmiech.
Kelly po chwili zauważyła mnie i szybko pożegnała się pędząc w moim kierunku. Chwyciła za moją kurtkę przyciągając mnie do siebie i mocno przywarła swoimi ustami na moje. Jak zwykle smakowały jej truskawkową pomadką. 
- Mmm - zamruczałem odrywając się od swojej dziewczyny
- Dzień dobry kochanie - przywitała się, ze mną, a ja się do niej uśmiechnąłem 
- Dzień dobry. To jak idziemy do mnie czy do ciebie?
- Myślałam, że może pójdziemy na jakiś spacer - odparła opierając głowę na prawym ramieniu 
- Spacer? Przecież jest zimno? - zaśmiałem się lekko, a dziewczyna westchnęła głośno odsuwając się ode mnie
- Po prostu zróbmy coś innego okej? - westchnęła i zrobiła smutną minkę
- Dobra, to możemy pójść do mnie i pooglądać jakieś filmy? - zaproponowałem
Miałem nadzieję, że się zgodzi. Wtedy i tak zaczęłaby się do mnie przytulać i kleić, co by skończyło się sex'em. A tego właśnie od kilku dni potrzebowałem. 
- To chodź do kina.
Jej propozycja była dla mnie jednoznaczna. Dzisiaj mogę zapomnieć o lodziku.
- Dobra, chodźmy do kina - jęknąłem, na co dziewczyna zaklaskała w dłonie, po chwili wtulając się we mnie 
Podczas drogi Kelly opowiadała mi co ciekawego robiła dzisiejszego dnia. Często to robiła. Dzwoniła do mnie pytała się jak się czuję i zaczynała swoje długie, długie opowieści. 
Po części miałem tego dość. Bałem się, że dziewczyna się za bardzo angażuję, a ja nie chcę niczego wielkiego. Chcę po prostu dobrze się bawić. 
Jednak blondynka ma coś w sobie, co przyciąga mnie tak bardzo i za cholerę nie mógłbym zapomnieć o tym w jaki sposób porusza tym swoim sexownym ciałem. I oczywiście ten jej cudownego śmiechu. 
Gdy dotarliśmy do kina Kelly wybrała jakąś komedię romantyczną z czego już byłem podwójnie wkurzony. 
Postanowiłem więc, że całą swoją uwagę skupię na mojej dziewczynie. 
Jak pomyślałem też tak zrobiłem. Oberwało mi się parę razy, za władanie rączek nie tam gdzie trzeba, ale widok zawstydzonej Kelly wygrywał wszystko. 
- Liam albo się uspokoisz, albo zacznę krzyczeć, że mnie molestujesz - szepnęła do mnie blondynka 
- Całkiem pociągające - zaśmiałem się
- Jezu, Liam!
Pani siedząca przed nami zwróciła nam uwagę, abyśmy byli cicho. 
Stara baba pewnie nie ma życia towarzyskiego i pociesza się filmami, w których jej ulubiony aktor paraduje bez koszulki. 
- Pragnę cię - wyszeptałem do jej ucha, po czym lekko przegryzłem jego płatek
- Jesteśmy w kinie kochanie, tu są ludzie.
Kelly zaczęła wiercić się na fotelu. 
- To chodźmy do toalety - zaproponowałem, na co dziewczyna jęknęła
- No dobra 
Słysząc jej odpowiedź, zacząłem zabierać swoje rzeczy i kierować się do wyjścia z sali. 
Kelly szła za mną i cicho chichotała widząc jak potykam się o własne nogi. 
Po chwili znajdywaliśmy się już pod toaletą dla niepełnosprawnych. Szybko wepchnąłem blondynkę do środka, po czym zamknąłem drzwi tak, aby nikt nam nie wszedł. Rzuciłem swoją kurtkę na ziemię i po chwili to samo zrobiłem ze swoją koszulką. Podszedłem do Kelly i podniosłem ją usadawiając na zlewie.
Dziewczyna pisnęła, a ja zaśmiałem się. Chwyciłem, za brzegi jej swetra i zdjąłem go. Przed moimi oczami ukazał się czarny, koronkowy stanik blondynki co tylko wprawiało mnie w jeszcze większe podniecenie. 
Zacząłem całować jej nagą skórę, po czym uniosłem ją ponownie i przywarłem do ściany. 
Z tylnej kieszeni spodni wyciągnąłem małe opakowanie i wręczyłem je Kelly. Całowaliśmy się dosyć spokojnie przez co, dziewczyna mogła bez problemu rozpiąć mi spodnie, rozpakować prezerwatywę i założyć ją na mojego już stojącym penisie. 
Zamruczałem czując jak jej palce zwinnie oplatają całą moją długość i delikatnie porusza dłonią w górę i w dół.
Dziewczyna rozpięła rozporek swoich dżinsów i trochę je opuściła dając mi dostęp do swojego wejścia. Powolnym ruchem wbiłem się w nią. Kelly lekko zadrżała i głośno nabrała powietrze.
- Musimy być trochę ciszej niż zwykle - wyszeptałem, a ona uśmiechnęła się do mnie
Ponownie wypchnąłem biodra. Zrobiłem to jeszcze parę razy w tym samym tempie, po czym zacząłem przyśpieszać swoje ruchy. Dziewczyna wbiła się zębami w skórę na moim ramieniu powstrzymując jęki. 
Czując jak dochodzę oparłem dłonie o zimną ścianę.
- O boże - odetchnęła Kelly i widząc, że już po wszystkim powolnym ruchem wyszła ze mnie i przy mojej pomocy stanęła na podłodze ubierając się
- Jaka przyjemna sobota - westchnąłem i wyrzuciłem prezerwatywę do kosza, po czym założyłem na tyłek bokserki i spodnie - I pomyśleć, że wolałaś oglądać jakiś gówniany film z Taylor'em Lautner'em
Kelly głośno zachichotała, ale przerwało jej głośne walenie do drzwi.
- Przepraszam, można się tam pośpieszyć?!

Karmen
- Chce mi się płakać jak na to patrzę - westchnęłam obserwując jak Lou i Zayn 'przygotowywali' naleśniki
Dzisiejszego dnia postanowili wbić mi na chatę i zrobić obiad. Do tego nakazali pani Nelson wrócić do domu i odpocząć zapewniając ją, że wszystkim się zajmą.
- Dlaczego niby? - zapytał Malik 
Dlaczego? Dlaczego?! 
No nie wiem, może dlatego, że upierdoliłeś mi całą kuchnię jakimś jajkiem. Albo może dlatego, że przypalasz właśnie te naleśniki i dlatego, że zapewne to ja będę musiała to wszystko ogarniać. 
- Jest dobrze Karmen. Rozluźni się słoneczko - uśmiechnął się do mnie Louis 
Jęknęłam czując, że i tak nic na to nie poradzę. Usiadłam na krzesełku barowym opierając swoje łokcie o blat. 
- Pytam z ciekawości. Robiliście kiedyś naleśniki? 
- Nie, to jest nasz pierwszy raz. Czujesz się wyjątkowo? - zapytał Zayn szczerząc się do mnie jak mały chłopiec, który właśnie zbudował ogromny zamek z piasku
- Taaa, bardzo. A czy kiedykolwiek coś ugotowaliście? - szczerze mówiąc nie wiem po co zadałam to pytanie bo odpowiedź chyba znałam
- Umiem robić takie kolorowe kanapeczki - odparł Louis - Moje siostry je uwielbiają
Właśnie od tego czasu zaczęło się chwalenie Tomlinson'a, a pro po jego popisowych kanapek. Szczerze to narobił mi trochę na nie ochoty, bo jeśli jest tak jak mówi to muszą być całkiem smaczne.
Następnym razem poproszę go o zrobienie mi śniadania.
- Gotowe! - zakomunikował Zayn
Popatrzyłam na talerz i ujrzałam małą wierzę naleśników, które jakimś cudem nadawały się do spożycia. Wyciągnęłam z lodówki syrop klonowy i polałam je, po czym razem z chłopakami usiedliśmy do stołu i zaczęliśmy się nimi zajadać.
- Gdzie reszta? - zapytałam
Było już trochę po czternastej, ale ponieważ dopiero co wstałam byłam jeszcze w piżamie i nie bardzo ogarniałam co się dzieję.
- Liam umówił się z Kelly, Harry z Juli, a Niall poszedł dawać lekcje grania na gitarze - Odparł Malik szturchając Louis'a, na co chłopak znacząco uśmiechnął się do niego
- Wiecie, że nie wszystko opiera się na sexie? - spytałam retorycznie
- Ah ty świntuszko, o czym ty myślisz - powiedział Lou i uszczypnął mnie w policzek
- Jesteś bardziej podobna do nas niż ci się wydaje - zaśmiał się Zayn
- Do ciebie, ja mam trochę więcej w głowie - obronił się Tomlinson
- Nie wydaje mi się - pocierałam dłonią o bolący policzek - Wszyscy faceci myślą o tym samym. Wy kochanie oczami, my uszami. Dlatego właśnie kobiety się malują, a mężczyźni kłamią. Taka kolej rzeczy...
- Coś w tym jest, ale przecież nie każdy jest taki sam - westchnął Lou
- Każdy - odparłam pośpiesznie - A teraz zajmijcie się sprzątaniem
Chłopcy mruknęli w niezadowoleniu, ale po chwili już znajdowali się w kuchni myjąc zabrudzone blaty.
Nie lubię poruszać takich tematów.  Nie lubię je przez to, że przypominają się moje wspomnienia, które wywołują u mnie nieprzyjemne ciarki. Nienawidzę siebie za to, że dałam się tak oszukać. Że mimo tego iż bym bardzo chciała nie potrafię ruszyć dalej i zakochać się na nowo. To boli, ale już się do tego przyzwyczaiłam. Nie ma co rozdrapywać starych ran.
- Karmen, gdzie masz jakieś suche ręczniki? - oderwałam się od mojej chwili ze wspomnieniami i popatrzyłam na Louis'a
- Słucham? - zapytałam, bo nie zrozumiałam po co tu przyszedł
- Pytałem się, gdzie masz suche ręczniki.
- Górna szafka po lewej stronie - odparłam i wstałam z krzesła chcąc wziąć prysznic bo właśnie tego mi teraz było trzeba
- Wszystko w porządku?
Trochę byłam zdziwiona troską Tomlinson'a. Może po prostu dlatego, że nie jestem do tego przyzwyczajona.
- Tak, tak - zapewniłam chłopaka, a on słodko się do mnie uśmiechnął
- To dobrze. Jakbyś potrzebowała kogoś do rozmowy to wiedz, że zawsze tu jestem - wyznał
To było bardzo miłe z jego strony. Przecież nie musi tego robić. Nie musi, a jednak robi.
- Dziękuję, będę pamiętać - powiedziałam uśmiechając się jak jakaś kretynka do bruneta
- Louis, nie flirtuj tylko mi pomóż! - Zayn krzyknął z kuchni, a ja cicho zachichotałam
Po chwili Lou wyszedł z salonu zostawiając mnie całą promieniejącą i totalnie nieświadomą tego co miałam zrobić.

Harry
Chodziłem w kółko i w kółko czekając na Juliet. Dzisiejszego wieczoru dziewczyna miała do mnie przyjść. Chciałem spędzić z nią trochę czasu i w końcu dowiedzieć się co tak naprawdę do mnie czuje. 
Jako, że miała tu być dziesięć minut temu zacząłem się o nią martwić. Nie dzwoniłem, bo nie chciałem wyjść na takiego który się narzuca, czy coś. 
W końcu usłyszałem ciche pukanie do drzwi i niemal od razu rzuciłem się w ich stronę i szybko otwierając.
- Hej Juli - uśmiechnąłem się
- Wow, hej Harry - popatrzyła na mnie tymi swoimi brązowymi oczętami i od razu poczułem wielka ochotę, aby mnie pocałowała 
- Wejdź - zaprosiłem ją do środka
Obserwowałem jak dziewczyna zdejmuję buty i kurtę, po czym poszliśmy razem do salonu. 
- To co robimy? - spytała siadając na kanapie 
- Oglądamy film? 
Jestem facetem. Oprócz oglądania filmu i całowania się nie widzę innych fajnych czynności związanym z dziewczyną. Na czy nie raz byłem na jakieś randce, ale w sumie to nie jestem chyba dobry w tych klockach. 
- To ja już wolę tak sobie posiedzieć - zaśmiała się, co od razu odwzajemniłem
- Możemy też na przykład pogadać.
- Okej - Juli przytaknęła - Tylko nie o pogodzie
Uśmiechnąłem się. Jest taka urocza. 
- Jasne. To pogadajmy może o tym co robisz na święta? - spytałem, a Juli przymrużyła oczy
Usiadłem koło dziewczyny i wpatrywałem się w nią czekając na odpowiedź.
- Chyba jadę do babci - odparła pośpiesznie
- Nie cieszysz się?
- Na święta tak, na wigilię nie koniecznie - wytłumaczyła - Jedna wielka szopka, która jest tylko po to, aby ukryć co kto myśli o kimś. Wszystko jest takie sztuczne i do tego każą ci jeść niezliczoną ilość jedzenia...
Jej wypowiedź wprawiała mnie w jeszcze lepszy humor. Mimo tego, że cały czas na coś narzekała to dla mnie i tak to było całkiem zabawne. Sposób w jaki się denerwowała i marszczyła ten swój mały nosek...
- Chyba nie jest tak źle - przerwałem jej i przysunąłem się bliżej
- Żartujesz? Jest okropnie, myślę tylko o tym, żeby się to skończyło - westchnęła
- Ja bardzo lubię święta. Ten czas z rodzina i w ogóle jest całkiem fajnie - powiedziałem wesołym głosem mając nadzieję, że pomogę tym zmienić nastawienia dziewczyny do tego czasu
- Wolę gadać o pogodzie - zaśmiała się
- Czemu taka jesteś? - zapytałem i chwyciłem jej dłoń
Taka drobna...
- Jaka?
Juliet uważnie skanowała moją twarz. Była trochę zakłopotana i zmieszana.
- Zawsze zmieniasz temat. Gdy tylko rozmawiamy o czymś przy czym nie daj Boże możesz się otwierać ty chcesz zmienić temat. Czemu? - zirytowany podniosłem don głosu przy ostatnim pytaniu
- Nie wiem. Nie odczuwam to w ten sposób - wytłumaczyła się
- No to jak to odczuwasz?
- Może po prostu nie chcę rozmawiać o tym czego nie lubię - wzruszyła ramionami patrząc w moje oczy - To chyba nie zbrodnia...
- Juliet proszę cię, nie kłam mnie!
Mimo tego, że nie dostrzegam za dużo szczegółów u dziewczyn to u niej widzę te małe na pozór nie potrzebne drobnostki. Często na przykład śmieje się z nieśmiesznych rzeczy. Jak coś jej nie smakuję to szybko przełyka i udaję zachwyconą. Praktycznie każdego dnia wpierdala żelki oraz pije sok multiwitaminowy. Nie przepada za swoimi włosami i mówi, że jej twarz przypomina pączka.
- Nie kłamię - obroniła się przecząco kręcąc głową
- Kłamiesz. Po prostu się boisz. Nie wiem tylko czemu, bo mi możesz ufać - zapewniłem ją jednak nie była do końca przekonana - Juliet nawet nie wiesz jak mi na tobie zależy - wyznałem
- Mi na tobie też...
- Nie wcale nie. Cały czas próbuję się do ciebie zbliżyć, ale ty...
Ciepłe usta Juli przywarły do moich przerywając moją wypowiedź. W sumie to może i lepiej bo nie miałem jej zaplanowanej.
Przyciągnąłem ją bliżej siebie położyłem swoje dłonie na jej biodra. Całowaliśmy się bardzo zachłannie. Tak jakby to była ostatnia rzecz jaką robimy w naszym życiu. To było totalnie zajebiste.

Leżałem na łóżku cały czas uśmiechając się do siebie jak głupi. Pewnie wyglądałem jak jakiś przyjeb, ale miałem to w dupie. Dzisiejszy dzień był po prostu cudowny.
Usłyszałem głos dzwonka mojego iPhon'a, którego trzymałem w dłoniach i bez zbędnego patrzenia się kto dzwoni przyłożyłem telefon do ucha. 
 - Halo
- No siema stary, co chciałeś? -usłyszałem głos Horan'a
- Słuchaj, nie uwierzysz! - odparłem wstając do pozycji siedzącej - Jestem z Juliet!
Po chwili głośny huk obił się o moje ucho. Coś było nie tak.
- Niall?! - krzyknąłem do słuchawki - Niall, kurwa odezwij się!
-----------------------------------

Ooo drama time. Jak myślicie co się stało Horankowi i czy wyjdzie z tego cało?
Co sądzicie o Margaret ? 
Wiem, że rozdział miał być dodany w poniedziałek, ale liczba komentarzy pod ostatnim mnie trochę zniechęciła do dodania go tak szybko, więc jest dzisiaj. Mam nadzieję, że pod tym będzie znacznie więcej. Proszę piszcie swoje opinie, bo są dla mnie naprawdę ważne. Mimo wszystkiego kocham was miśki ♥

8 komentarzy:

  1. Uwielbiam to opowiadanie! :)

    OdpowiedzUsuń
  2. ooo.... *.* zgaduje ze Niall rzucił telefonem albo zemdlał! Margaret wydaje się fajna! to zrób teraz tak, żeby Niall był z Margaret, Harry z Juli, Liam z Kelly, Zayn z Veronicą i Louis z Karmen! i wszyscy zadowoleni ! ^^

    OdpowiedzUsuń
  3. Jakoś Margaret nie przypadła mi do gustu,

    OdpowiedzUsuń
  4. Kurde ci sie stało Niallowi?! Boje sie o niego! Harry & Juli *.*

    OdpowiedzUsuń
  5. Sądzę, że Horanek miał wypadek samochodowy :x
    Jestem ciekawa dalszej części, pisz szybko! <3 /Carls

    OdpowiedzUsuń
  6. SZOK SZOK SZOK !
    też mi się wydaje, że Niall wpadł pod samochód ;c
    to przykre i cudowne zarazem - Niall nieszczęśliwie zakochany ale za to Harry szczęśliwy.

    Nie mogę się doczekać następnego ! ;**
    @MalikMyLovee ;))

    OdpowiedzUsuń
  7. Przepraszam, ale Margaret mnie troszku wnerwia :)
    Jej Horan na 100% będzie żył, ale moze mu się coś stać z psyhiką przez Harrego :c, oby nie :D
    KOCHAM!!!!!!!!!!! czekam na nexta <3
    @Asia_Dir

    OdpowiedzUsuń
  8. Sama bym pod samochód wpadła gdybym była na miejscu Nialla XD

    OdpowiedzUsuń